Archive | Luty 2014

Więcej cierpliwości na sali porodowej! Czyli bezpieczna prewencja cesarek w pierwszej ciąży.

Wiadomo nie od dziś: lepiej zapobiegać niż leczyć! Dotyczy to również porodu i kwestii nadużywania w ostatnich latach operacji cięcia cesarskiego. Dlatego z radością witamy nowe wytyczne,  opracowane wspólnie przez Amerykańskie Kolegium Położników i Ginekologów oraz Towarzystwo Medycyny Matczyno-Płodowej, dotyczące zapobiegania cięciom cesarskim u pierwiastek. Zalecenie dla położników płynące z powyższych wytycznych jest jasne: WIĘCEJ CIERPLIWOŚCI NA SALI PORODOWEJ!

 

Poniżej przedstawiam, krótkie streszczenie wspominanego dokumentu oraz link do oryginału w wersji angielskiej.

W 2011 roku 1 na 3 rodzące kobiety w Stanach Zjednoczonych wydała na świat dziecko poprzez cięcie cesarskie [odsetek ten w Polsce jest podobny]. Cięcie cesarskie może być zabiegiem ratującym życie dziecka, matki lub obojga. Jednakże  wzrastający od 1996 roku odsetek cesarek przy jednoczesnym braku dowodów naukowych wykazujących jego pozytywny wpływ na obniżenie śmiertelności i chorobowości wśród matek i noworodków sugeruje, iż zabieg ten jest nadużywany.

Dokument sporządzony przez Amerykańskie Kolegium Położników i Ginekologów oraz Towarzystwo Medycyny Matczyno-Płodowej analizuje najczęstsze wskazania do wykonania cięcia cesarskiego u pierworódek i formułuje nowe zalecenia postępowania w takich sytuacjach, mające na celu obniżenie ilości cięć cesarskich wykonywanych u kobiet rodzących po raz pierwszy.

Oto niektóre z zaleceń:

  • Przedłużona faza utajona (ponad 20 godzin u pierworódek i ponad 14 godzin u wieloródek) nie powinna być wskazaniem do cięcia cesarskiego
  • Wolny postęp porodu w I fazie nie powinien być wskazaniem do cięcia cesarskiego.
  • Nie został ustalony maksymalny czas trwania II fazy porodu, po upływie którego należy wykonać cięcie cesarskie.
  • Zanim zdiagnozowany zostanie brak postępu porodu w II fazie, jeśli kondycja matki i dziecka na to pozwala, należy pozwolić na parcie przez przynajmniej 2 godziny  u wieloródek i przynajmniej 3 godziny u pierworódek.
  • Wykonanie amniofuzji może skutecznie zmniejszyć liczbę cięć cesarskich w sytuacji powtarzających się zmiennych deceleracji tętna płodu.
  • Indukcja przed zakończeniem 41 tygodnia ciąży powinna być wykonywana tylko w przypadku wystąpienia wskazań medycznych ze strony matki lub płodu.
  • Nieprawidłowe położenie płodu powinno być określone od 36 tygodnia ciąży i powinno się zaoferować matce wykonanie obrotu zewnętrznego.
  • Rozwiązywanie cięciem cesarskim ciąż bliźniaczych, w których pierwsze dziecko jest w położeniu główkowym nie przynosi poprawy rezultatów opieki okołoporodowej. Stąd, kobietom w ciążach bliźniaczych, w których obydwa płody lub pierwszy płód ułożony jest główkowo, należy doradzać próbę porodu drogą pochwową.

Całość w oryginale: http://www.acog.org/Resources_And_Publications/Obstetric_Care_Consensus_Series/Safe_Prevention_of_the_Primary_Cesarean_Delivery

 

 

Dwa porody po 2 cc (Warszawa)

W Polsce porodów po 2 cc jest wciąż niewiele. Ale SĄ! I wierzę, że może ich być co raz więcej! Dziś kolejna inspiracja…

Dzięki uprzejmości jednej z mam otrzymałam kontakt do  pani Moniki, która urodziła swoje trzecie i czwarte dziecko siłami natury, mimo iż dwoje pierwszych potomków przyszło na świat przez cięcie cesarskie. Być może niektórzy z Was znają już jej historię, bo opisywała te wspaniałe porodowe sukcesy na forum Poród Domowy. Tam właśnie dziś zapraszam do podwójnej lektury:)

VBA2C, sporo „po terminie” (43tydzień):

 http://forum.gazeta.pl/forum/w,45447,73342258,124535933,wielki_sukces_sil_natury_i_poloznictwa_.html

2VBA2C:

http://forum.gazeta.pl/forum/w,45447,73342258,144921090,narodziny_czwartego_4_5_domowego_.html

Poród prawie idealny (Łódź)

Jakiś czas temu na portalu zagościła historia trzech porodów Agaty – pierwszego-cesarskiego, drugiego – naturalnego w szpitalu i trzeciego – VBACu domowego (http://naturalniepocesarce.pl/?p=316). Dziś publikujemy następną wzruszającą opowieść tej mamy – o cudownych domowych narodzinach jej czwartego dzieciątka.

Czwarta ciąża. Trzeci poród sn po pierwszej cesarce. Drugi domowy. Jak inaczej się czuję niż poprzednio, już wiem, co nas czeka, wiem jak przygotować się do porodu w domu, położna jest gotowa, lekkie stres o badania, chociaż nie podejrzewam, że mogłoby być coś nie tak. Zajadam pokrzywy na poprawę morfologii- mieszkanie na wsi ma te swoje zalety, że jest ich tutaj pod dostatkiem 😉 W 36 tc wychodzi w posiewie GBS- na szczęście nie jest to przeciwwskazaniem u mojej położnej, udaje się załatwić Augmentin i jesteśmy przygotowani na badania krwi maluszka. Nie wyobrażam sobie zupełnie porodu w szpitalu- szczególnie w najbliższym, co głęboko mnie przeraża, bo przecież nie tak powinno to być…14 września: od 2 tygodni wybudzają mnie średnio co trzeci dzień silniejsze skurcze, ale nie nastawiam się na wcześniejszy poród. Z terminu poczęcia wychodzi 13-15 .09 więc nie liczę na skrócenie czasu oczekiwania. Jest sobota- jeszcze dzień wcześniej myślałam, że chyba nigdy nie urodzę, bo po prostu NIC się nie dzieje. Dziś też nie tak za wiele, ale robię torcik narodzinowy- mam ochotę na coś słodkiego, w razie czego urozmaici nam niedzielę J, nie pozwalam położyć się mężowi dopóki nie posprzątamy. Uff- udało się, jestem zadowolona, w zamrażalce mam obiad na następne 3 dni, starsze dzieci śpią smacznie, torcik stoi w lodówce- mogę się położyć warto odpocząć, bo kto wie kiedy i ile czeka mnie wysiłku. O 2 budzi mnie silniejszy skurcz. Idę do wc i postanawiam wrócić spać- co jak co, ale nie mam ochoty rodzić w środku nocy półprzytomna. Około 3 mówię mężowi, że może coś z tego być, ale niech śpi w razie czego obudzę go później.  Od 4 zastanawiam się czy dzwonić po położną  skurcze są bardzo często, w końcu się decyduję- ustalamy, że jedzie do nas ( ma 50 km) jeśli w ciągu pół godziny nic się nie zmieni. Nie zmienia się, mam skurcze co 3 minuty, dreszcze, cała się trzęsę, jakby w jakieś nieokreślonej panice- czytałam u Ireny Chołuj, że początkiem porodu może być niepokój i wymioty i tak się dzieje- położna przyjeżdża w momencie, gdy zwracam wzięty pół godziny wcześniej antybiotyk.  Ale czuję się o niebo lepiej- rozwarcie 5 cm a skurcze tracą na sile i w ten sposób kończy się intensywny czas mojego 4 porodu. Do  godz.7 mam 6 cm, drzemię. Budzą się chłopcy- idę do nich i mówię, że jest u nas pani Dorotka i że mama rodzi  i prawdopodobnie niebawem przywitają swoją siostrzyczkę. Pierwsza godzina mija im na tym, że przyglądają mi się z wielkim zainteresowaniem- jak to wygląda gdy mama rodzi ? Przyznam, że nie za bardzo było na co patrzeć, ponieważ nie wiele się działo. Leżałam na worku sako i starałam się spać. Nie za bardzo miałam ochotę cokolwiek jeść, za to piłam litry wody z cytryną z miodem. O 12 mam prawie 9 cm… Musicie wiedzieć, iż wszystkie moje porody w tym miejscu posuwają się w tempie żółwim, przez to także wylądowałam na stole z pierwszym dzieckiem- brak postępu porodu przy 8 cm ( plus kilka zupełnie niepotrzebnych ingerencji medycznych, które uskuteczniły tą decyzję). Czuję się w zasadzie dobrze, a szczerze mówiąc czuję się, jakby to wcale nie był poród( co mnie nieco irytuje, bo jakoś w głowie mam ,że poród to jak maraton- biegniesz, biegniesz itd.) .Jak to dobrze, że nasza córcia zdecydowała się rodzić podczas wolnego weekendu położnej , która zdążyła się nawet wyspać po intensywnym piątkowym dyżurze J. Mamy czas, chociaż tak jakoś czuję wewnętrzną presję, że powinnam już urodzić. Przy kolejnym dziecku chyba musze sobie odpuścić ten niepotrzebny stres. Tętno jest porządku, wszystko jest porządku tylko ja nie mam za bardzo skurczy. Chodzę trochę po schodach, wychodzę na dwór,bo zaczyna przyświecać słonko ( z rana było deszczowo). Około 14 decydujemy się z położną, by przebić pęcherz-na tym etapie, prawie przy pełnym rozwarciu nie widzimy ryzyka. Jest ciut intensywniej, rwie mnie w udach, to ostatnie dziecko jakie rodzę- mówię do męża- kiedy to się skończy, jak to w ogóle da się wytrzymać? Już niewiele brakuje, ale główka niewstawiona, mimo uciążliwego leżenia na lewym boku od  4 godzin ! Położna bada mnie w drzwiach sypialki i poleca poprzeć- czuję główkę w kanale- NARESZCIE! Mąż trzyma mnie od tyłu, dzieci oglądają bajki- już dawno przestały reagować na jakikolwiek hałas jaki wytwarzam- chciałam rodzić w pozycji kucznej- jak dotąd się to nie udało, więc teraz jest idealna ku temu okazja. Kucam w drzwiach sypialki o przeniesieniu się nie ma mowy – zostaję tu-parte sanie do opanowania, a  mała ma rączkę przy buzi i rodzi się nie tym barkiem- muszę wstrzymać, więc wstaję na nogi. Położna obraca delikatnie maluszka -wreszcie rodzi się nasza mięciutka i pachnąca kruszynka. No może nie taka do końca kruszynka- waży 4080 😉 Jestem wykończona, dowlekam się jakoś do worka sako i próbuję dobrać wygodną pozycję, chociaż nieurodzone jeszcze łożysko trochę mnie uwiera. Trzymam córeczkę na kolanach, oglądamy ją, na pępowinie znajduje się węzeł prawdziwy. Nie wiadomo skąd są już chłopcy , oglądają siostrę, oglądają pępowinę, bardzo ciekawi są łożyska, które rodzi się bezproblemowo i nareszcie ulga. Nie mam siły nawet mówić. Mam napad apetytu, więc pożeram 5 kawałków torciku , obiad potem dokładkę obiadu. W ciągu dwóch godzin wracają mi siły, także dopiero o 23 udaje mi się zasnąć 😉 Zero pęknięcia, bez nacięcia, bez jakichkolwiek urazów. Doskonały poród- no tylko lekko przydługi 😉 Na drugi dzień jestem na nogach, wzbudzając zdziwienie naszej pani sołtys( która wpadła przywieźć rachunki)- na wieść, że wczoraj urodziłam robi taaaakie oczy, a ja czuję, że w naszej rodzinie jeszcze kogoś brakuje ;).