Blisko od początku (Opole)

Nie idzie mi dziś pisanie wstępów. Ale być może tej  pięknej opowieści wstęp nie jest wcale potrzebny:) Zapraszam do przeczytania historii porodu Ani:

Bardzo chciałam urodzić J. naturalnie. Bardzo. Miałam świadomość dobra jakie daje to naturalne przejście przez kanał rodny dziecku już w czasie pierwszego porodu. Wtedy się nie udało. Walczyłyśmy z Córką niemal 20 h., najpierw o wywołanie skurczów bez oksytocyny, potem z bólami spowodowanymi oksytocyną, następnie nieumiejętne parcie, zablokowanie Córki i diagnoza – ułożenie wierzchołkowe, albo na CC albo będzie kiepsko. Zgodziliśmy się i po dwóch godzinach bólu partego przewieziono mnie na salę operacyjną i wyciągnięto zmęczoną, piękną Córkę.

Była słaba, mocno walczyłyśmy o karmienie. Wszystko się udało, trochę czasu zajęło mi przyznanie, że tak miało być, że może Córka tak to wybrała, trochę czasu zajęło mi odpuszczenie i przyjęcie tego porodu takim jakim był.

W czasie drugiej ciąży karmiłam Córkę jeszcze cztery pierwsze miesiące (a w sumie 1,5 roku), potem ją odstawiłam i mocno przygotowywałam się do narodzin Syna. Mocno tj. przeprowadziliśmy się z rodziną w tym czasie na drugi koniec Polski, zmieniliśmy otoczenie, przeprowadziliśmy generalny remont mieszkania, zapisaliśmy Córkę do żłobka i jeszcze parę innych „generalek”, i życie pełną parą.

Szybko odnaleźliśmy jedną z najlepszych położnych w Polsce – Ewę Janiuk, jako że mamy teraz blisko do Opola, została moją położną i jeździliśmy do niej na parę spotkań. To był dobry czas i dobre rozmowy. Marzyliśmy o porodzie domowym. Odradziła, każde kolejne z radością przyjmie w domu, ale po CC polecała szpital. Byłam też na paru zajęciach ruchowych u Gabrysi Eliasz-Łukasiewicz oraz na indywidualnym spotkaniu mającym na celu sprawdzenie stanu blizny. Było sprawdzenie, była ważna rozmowa. To też dobrze przygotowało mnie na drugi poród.

Zaczęło się 9 października rano. Męża nie było, wyjechał na ostatnią (sic!) delegację aż do Poznania, żeby potem być blisko domu, żeby być już w zasięgu godzinki ode mnie. Było 2 tygodnie przed terminem i miałam nagranych dwóch nowych znajomych na taką ewentualność. Bóle zaczęły się przy śniadaniu z Córką. „Mamę bardzo boli brzuszek, jedz kochanie” i przystanek co chwilę. Nie wiedziałam, że to już, chociaż czułam… W czasie pierwszego porodu najpierw odeszły mi wody, tutaj było sucho, więc nie miałam tej pewności. Ubierając Córkę do żłobka mówiłam „Być może mama pojedzie dziś po twojego brata, a ciebie odbierze ciocia, dobrze?”. W żłobku pytają czy wszystko ze mną dobrze bo dziwnie wyglądam. Odpowiadam, że mam skurcze, ale to chyba tylko te przepowiadające. Wsiadam do auta i ryczę mężowi do słuchawki, że miałam dziś jechać do Opola zobaczyć szpital, że nie wiem czy dojadę, że nie wiem czy to TO. Mąż krzyczy żebym zadzwoniła do znajomego o to żeby mnie zawiózł i że on już wsiada do auta i do mnie jedzie.

Zadzwoniłam do umówionego kolegi i mówię, że nie wiem czy to TO, ale jest źle i czy mnie zawiezie i czy możemy NIC NIE MÓWIĆ. Czeka nas godzina jazdy samochodem. Znajomy się zgadza i zadaje tylko jedno pytanie – czy na pewno chcę jechać do Opola, a nie rodzić tu na miejscu w szpitalu. Opole. Ok., jedziemy, ja z tyłu mocno skupiona na bólu, bardzo mocno skupiona. Jedziemy w całkowitym milczeniu i na koniec znajomy pyta jeszcze tylko czy znam adres szpitala. Mówię, że Reymonta 9, ale nie wiem gdzie to jest. Nie patrzyłam jak jedzie. Rodziłam. Ból był całą mną. Kiedy po godzinie trafiliśmy na izbę przyjęć znajomy wyjął tylko torbę do porodu (drugą zabrał ze sobą i przez dzień po porodzie miałam na sobie pokrwawioną koszulę nocną) i pielęgniarka pożegnała go słowami „Mąż dalej nie idzie” (komuna jakaś?!). Izba przyjęć była najgorsza. Kiedy wysiadłam z auta ból był tak mocny że co chwila klękałam. Babeczka krzyczała na mnie, że przecież „tu wszyscy mają skurcze, proszę dać się szybko zbadać”. 5 cm, jedziemy na porodówkę. „Chcę iść” mówię, na co pielęgniarka odpowiada, że nie ma czasu i jedziemy wózkiem. Otwierają się drzwi na porodówkę i antypatyczna pielęgniarka krzyczy: „5 cm, po cesarce” i odchodzi. Personel porodówki patrzy na mnie, a ja wtedy mówię „URODZĘ NATURALNIE”, na co położne, że dobrze, że chcę próbować, że mi pomogą, na co ja im na tym wózku mówię „JA URODZĘ NATURALNIE”,  a one „to nam się podoba, jesteśmy z panią”. Trafiam do zielonej sali. Moją położną (tak to się chyba przydziela) zostaje młoda pani Karolina. Jest idealna – szanuje skurcze, mało mówi, szybko wyczuwa moje całkowite skupienie i wychodzi. Jest tylko jak być musi, robi podstawowe badania (w tym pobiera mi krew bo nie mam ze sobą dowodu i nie mogą potwierdzić grupy krwi!), przynosi mi mały materac pod nogi i mogę cały czas klęczeć. Po CC muszę mieć podłączone ciągle KTG i nie mogą mi podać oksytocyny, tyle mi mówią. KTG idzie przeżyć, oksytocynę wyrzuciłabym przez okno gdyby chociaż zaproponowali. Modlę się, a właściwie przyzywam Boga na pomoc, za wiele w tym modlitwy nie było, ale chyba takie oddanie. Bardzo się boję, wciąż cała jestem bólem, jest ogromny. Zastanawiam się jak kobiety są sobie w stanie mierzyć odstępy między skurczami!? Nagle chlusta ze mnie woda, to też niesamowicie boli, krzyczę. Przychodzi pani Karolina i chce mnie zbadać, siadam na łóżko i już nie schodzę. Jest 10 cm i zaczynam przeć. Pozwala mi też klęczeć. Klęczę, prę i krzyczę i nic. Pani Karolina jest cierpliwa. Ale prę i prę i wychodzi wszystko tylko nie Syn. Na salę wchodzi inna położna i klepie mnie po ramieniu mówiąc „brawo, dobrze ci idzie, pozdrowienia od Ewy Janiuk”. Prę dalej i nic. Wtedy do sali wchodzi położna o imieniu Gizela i władczym tonem mówi do mnie, że koniec tego, siadamy na łóżku, bo dziecku spada tętno i jeśli jej nie posłucham to jedziemy na salę operacyjną. Przysięgam jej słuchać. „Przestań krzyczeć, zamknij oczy, zaciśnij usta i przyj kiedy ci powiem a nie kiedy czujesz, już nie ma czasu”. Tak zrobiłam. Jedno parcie – jest główka (ja szczęśliwa myślę, że to koniec, bo zawsze na filmach jak mówią że jest główka to już jest radość i dziecko), ale trzeba przeć jeszcze raz, jak będzie dobrze, będzie dziecko. Prę i jest kochane dziecko, kochany umiłowany J., piękny, wymęczony, oszołomiony leży na mnie. Jestem w takiej euforii że zaczynam gadać, wszystko wszystkim, dziękuję każdej osobie i płaczę. J. leży na mnie i tulimy się pierwszy raz, poznając się i jakoś tak bez intymności ale w całkowitym szczęściu. Jeszcze tylko łożysko. „Czuje pani skurcze?”. Nic. Przystawiamy J. do piersi, sam nie przypełzł jak to opisują, myślę, że był zmęczony, że wystarczyło mu leżenie na mnie. Leżał i było dobrze, ale przystawiliśmy go, trochę possał, jeszcze delikatnie, pięknie. „Czuje pani teraz skurcze?”, nic. Czekali 45 min i zdecydowali o łyżeczkowaniu. „Musimy zabrać pani dziecko, trzeba całkowicie znieczulić”. W tym momencie na salę wszedł mąż i przejął Syna. Idealnie. Przyszedł kiedy byłam już gotowa, kiedy był naprawdę potrzebny – zająć się dzieckiem, kiedy ja nie mogłam. Całą drogę skurczy przeszłam całkiem sama. Czułam, że tylko skupienie na bólu, milczenie i pokora mi pomogą. Chciałam być sama. Mąż by mi tylko komplikował, dogadzał, a ja potrzebowałam tylko ciszy. W czasie skurczy partych pani Karolina lekko mnie nacięła, zszyli to na znieczuleniu. Łożysko „wyciągnęła” położna Gizela, ponoć nieźle się namęczyła. Obudziłam się jeszcze z resztkami znieczulenia i dzwoniłam do wszystkich mówiąc o swoim szczęściu i wyznając wszystkim miłość, szczególnie Ewie Janiuk. Mąż kangurował Syna kiedy miałam zabieg, dali mu salę i zero przeszkód. Blisko od początku. To było dla nas takie ważne, bo wiedzieliśmy, że dla Syna jest wręcz NIEZBĘDNE żeby dobrze zacząć. Gratulowali mi, a ja gratulowałam sobie. To był piękny poród, dał mi dużo siły i wiary w siebie. Całość trwała 4,5h. J. przyszedł na świat o 12:04 i od razu był przy mnie słuchając mojego serca. Namiastka kontinuum?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>