Cisnęli mnie, ale byłam twarda. (Łódź)

Dziś pełna mocy historia Marii. Krótko, dosadnie i na temat: :)images (4)

2,5 roku temu urodziłam córkę przez cc. Było tydzień po terminie i dałam się wkręcić w wywoływanie – cewnik foleya, oxy i cały ten syf. Leżałam ze skurczami pod ktg 11 godzin, (nie wiem kto by k…wa urodził w takich warunkach). Skończyło się pod nożem, więc historia stara jak świat -dałam się nastraszyć przemysłowi medycznemu. Córka miała kolki i przy okazji walki z nimi trafiłam na ludzi z niemainstreamowym podejściem do medycyny, w tym na książkę M.Odenta „Odrodzone narodziny”.

Chciałam rodzić w domu, ale wynajmuję mieszkanie na parterze i nie czuję się tu swobodnie pod okiem i uchem sąsiadów. Miałam swoją położną, która przyjmuje porody domowe i byłam z nią umówiona w szpitalu jak pojawią się skurcze. Czas mijał, było już 2 tyg po „terminie” więc zaczęłam się martwić, ale byłam zdeterminowana. Na ktg chodziłam co 3 dni, na przepływy poszłam 2 tyg i 3 dni po terminie – było ok. Po 2 dniach spróbowałam rycyny, wypiłam pół butelki o 14 – horror. Srałam i rzygałam.

O 18 zaczęły się skurcze, co 10 minut. Nie wiedziałam czy to z bólu czy rodzenia. O 20 zaczęły być co 3-4 minuty, czekałam w domu. Wytrzymałam do 2 w nocy, wtedy wsiedliśmy do auta. 20 minut w aucie ze skurczami co 2 minuty, (ała) i izba przyjęć. Po badaniu wyszedł czop, wjechałam na porodówkę. Musiałam kłamać z terminem porodu, walczyć i pisemnie odmówić zalecenia cięcia, założenia wenflonu na wszelki wypadek, podania antybola na gbs, bo zgubiłam wynik. O 5 rano wzięłam znieczulenie, bo już od tej 18 ledwo się trzymałam. Lekarz chciał mnie od początku mieć przy ktg cały czas, między skurczami kłóciłam się o to, że stanowczo nie, bo chcę mieć swobodę na własną odpowiedzialność. Cisnęli mnie, ale byłam twarda.

O 7 rano minęło znieczulenie, weszłam w 3 fazę porodu na żywca. Rodziłam na stojąco, potem w kucki, mąż trzymał mnie pod pachami. Trwało to 2 godziny, zaczęło pękać krocze i zgodziłam się na wejście na fotel niestety, bo już nie miałam siły na walkę z lekarzem. Wtedy oczywiście pękło po całości, pękniecie 2 stopnia, bo on chciał „obserwować „…

O 9.07 na tym pie…..nym fotelu urodziłam Konstantego, 3940 g, 55cm. Potem już tylko szycie, mdlenie i 3 transfuzje dla mnie, a dla niego 10/10 apgar i kangurowanie. Nie wyobrażam sobie, jak by to wyglądało, gdyby nie moja determinacja i wsparcie męża i położnej, a zaznaczam, że to był bardzo przyjazny szpital, a i tak musiałam przekłamać datę terminu i nie zgadzać się na różne procedury.

Jestem bardzo dumna z tego, że mi się udało, ale równie często myślę o tym, jak niesprawiedliwe jest to, że wielu kobietom naturalny poród – czy po cesarce, czy nie, jest zabierany przez ingerencje lekarzy. Czuję się zła i bezsilna czytając historie dziewczyn, którym vbac się nie udał, bo prawie zawsze są tam zwroty typu „lekarz nie pozwolił”, „doktor kazał” albo „powiedzieli, że muszę”. Więcej wiary w siebie! W każdym razie, gdyby nie Wy, Odent, położna i oczywiście mój mąż nic by z tego nie było, dzięki!

2 thoughts on “Cisnęli mnie, ale byłam twarda. (Łódź)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>