Vbac wywoływany ze względu na cukrzyce ciążowa (Warszawa)

Wbrew krążącym tu i ówdzie mitom, cukrzyca ciążowa NIE jest przeciwwskazaniem do porodu drogami natury po cięciu cesarskim (rekomendacje PTG 2008). Historia Ani jest tego pięknym potwierdzeniem:

3,5 toku temu urodziłam córkę, poród był wywoływany ze względu na moje wysokie ciśnienie. Rodziłam w szpitalu Bielańskim. Dostałam 3 kroplówki z oksytocyna, po 8 godzinach porodu i rozwarciu 10 cm, córce zaczęło spadać tętno i groziła jej zamartwica. Szybka decyzja lekarzy i pojechałam na stół operacyjny. Cięcie cesarskie przeszłam gładko, nie miałam problemów z bólem głowy, raną, chodzeniem. Jednak była to operacja, i nie czułam się na siłach, brzuch bolał, szwy ciągnęły, był strach przed kichaniem i kaszlem. Jakoś specjalnie nie miałam wyrzutów do siebie, że nie udało mi się urodzić naturalnie. Cieszyłam się, że akcja skurczowa była i doszłam do pełnego rozwarcia, i że córka urodziła się zdrowa.

Niecałe 3 lata później zaszłam w kolejna ciąże. Na początku od razu myślałam, że będę mieć kolejną cesarkę, bo przecież raz cesarka, zawsze cesarka. I myślałam, że to nawet dobrze, bo będzie ustalona konkretna data, nie będzie problemu z organizacja opieki dla córki na ten czas.

Po jakimś czasie przypomniało mi się, że kiedyś trafiłam na grupę na Facebooku „naturalnie po cesarce”. Od razu poprosiłam o dołączenie i zaczęłam czytać o udanych i nie udanych vbac-ach. Postanowiłam, że i ja spróbuje. Miałam kilka wątpliwości – obawiałam się, że moja waga bedzie przeciwskazaniem do vbac (ponad 100 kg), że znowu będę mieć problemy z nadciśnieniem. Porozmawiałam z moim ginekologiem na ten temat i on nie widział u mnie żadnych przeciwwskazań do próby porodu siłami natury. Więc postanowione. Powiedziałam rodzinie o moich planach – jedynie mąż mnie wspierał. Pamiętał jak cieżko się ruszałam po operacji.  Mama twierdziła, że głupio robię, że skazuje się na taki ból, tata z kolei straszył powikłaniami u dziecka po porodzie. Nie dałam się zastraszyć i namówić na kolejna cesarkę.

birth_plan_icon_vbac_by_olayar-d8kh4ho

Ciąża do czasu przebiegała prawidłowo. Niestety w 3 trymestrze okazało się, że mam cukrzyce ciążowa. Udało mi się kontrolować cukry samą dietą, jednak mój ginekolog powiedział, że przy cukrzycy muszę urodzić do terminu porodu i nie mogę czekać dodatkowych dwóch tygodni na samoistne rozpoczęcie porodu, ze względu na starzejące się łożysko. Miałam nadzieję, że akcja zacznie się sama przed terminem, próbowałam naturalnych metod wywołania porodu, ale niestety nie udało się. Musiałam stawić się w szpitalu.

Lekarze zdecydowali, że indukcję zaczniemy od oksytocyny, ale małej ilości. Prosiłam o przebicie wód porodowych, ale lekarz powiedział, że wody przebijemy następnego dnia, jeżeli oksytocyna nie zadziała. Przez 5 godzin miałam bardzo delikatne skurcze, zeszło pół kroplówki oksytocyny i już się załamywałam, że nic się nie dzieje i udało mi się uprosić innego lekarza, aby przebiła wody. Wtedy akcja ruszyła, zaczęły się skurcze co 2-3 minuty. Wtedy zdecydowano o odłączeniu oksytocyny i akcja zwolniła, skurcze miałam co 5 lub więcej minut. W tym momencie przyszła moja położna, która wiedziała, że bardzo zależy mi na porodzie naturalnym. Zdecydowała o podłączeniu oksytocyny ponownie i akcja znowu przyspieszyła. Nie zgodziłam się na ciągły zapis ktg, więc mogłam chodzić, skorzystać z prysznica. Położna podpowiadała mi co robić, aby skurcze były efektywniejsze. Zaczęło się robić nieznośnie, prosiłam o znieczulenie, niestety dużo cesarek akurat było w szpitalu i anastezjolog ciagle był zajęty. Z szyjką było ciężko, zaczynałam z 1 cm szyjką, miękką z rozwarciem na dwa palce. Później skróciła się do 0,5 cm i tak już została praktycznie do końca. Miałam wrażenie ze nic się z szyjka nie dzieje, bo po kilku godzinach skurczy rozwarcie zawsze było tylko o 1 cm większe.
Przy rozwarciu 6-7 cm miałam kryzys. Skurcze były bardzo bolesne, po każdym skurczu telepało mną, nie miałam nad tym kontroli, miedzy skurczami trochę przysypiałam. Ale gdy przychodził skurcz miałam wrażenie, że główka syna napiera na bliznę i czułam jakby moje dziecko chciało wyjść przez brzuch. Ból był straszny, myślałam, że rozchodzi mi się blizna po pierwszej cesarce.

Położna zawołała lekarza i jednocześnie, w razie czego, szykowała mnie na cesarkę. Przyszło dwoje lekarzy, dyżurujący i ordynator oddziału. Zbadali mnie i zaczęli uspokajać, że z blizna jest wszystko w porządku, bo gdyby się rozchodziła, to nie miałabym skurczy i to co czuje to po prostu ból porodowy. Powiedzieli, że mam już 7 cm rozwarcia i od razu mi się skojarzyło – miałam kryzys siódmego centymetra. Powiedziałam, że skoro już jest 7 to rodzimy dalej. Jestem bardzo wdzięczna tym lekarzom, że potrafili mnie uspokoić w tym kryzysie i bólu, i że dodali trochę odwagi, i przede wszystkim, że nie wzięli mnie na cesarkę pomimo tego, że byłam już przebrana i przygotowana na blok operacyjny.

Niedługo później miałam już skurcze parte, a właściwie krzyżowe i parte jednocześnie. Trwały półtorej godziny, może nawet dwie, straciłam wtedy już poczucie czasu. Najwygodniej było mi na podłodze na klęczkach i nie chciałam zmienić pozycji. W końcu położnej udało się namówić mnie na zmianę pozycji. Chciała, abym położyła się na łóżko, ale łóżko było dla mnie tak niewygodne, że się nie zgodziłam. Namówiła mnie na worek sako, położyłam się na plecach, miałam zrobić z siebie kulkę, nogi do siebie głowa do piersi. W takiej pozycji 4-5 skurczów partych i w końcu wyszła główka. Myślałam, że mnie rozerwie od środka, byłam pewna, że pęknę, ale mam tylko jeden szew, bo główka synka mnie lekko obtarła. Jeszcze jedno parcie, aby wyszły barki i koniec! Dostałam synka na brzuch i od razu zapomniałam o bólu. Popłakałam się i cały czas mówiłam że udało mi się urodzić, i że mam syna. W sali wszyscy zaczęli się przytulać i gratulować (położna z lekarzami). Położna też mnie wyściskała i wycałowała, powiedziała, że świetnie sobie poradziłam.
Urodziłam o 23:15, 3350 gram i 54 cm, obwód główki 33 cm. Oksytocynę podali mi o 10.30, a wody przebili ok. 15:00. W książeczce synka mam napisane, że pierwsza faza porodu trwała 7 godzin, druga 15 minut i odejście wód nastąpiło 8 godzin i 25 minut przed narodzinami synka.

Po porodzie czułam się świetnie! 2 godziny bo kontakcie skóra do skóry poszłam pod prysznic. Pierwsze siku trochę piekło – to był jedyny dyskomfort jaki czułam po porodzie. Każdy lekarz podczas obchodu pytał się jak lepiej rodzić. „Oczywiście, że naturalnie!”  odpowiadałam.

Pomimo okropnego bólu, nie zamieniłabym porodu naturalnego na cesarkę. Kobieta naprawdę jest w stanie wytrzymać wiele i w sekundę zapomnieć o tym bólu. Nastawienie jest połową sukcesu, trzeba nastawić się, że będzie boleć, że poród może być długi. Mi bardzo pomogło przeczytanie książki „Położna. 3550 cudów narodzin”, dzięki niej pamiętałam w jaki sposób oddychać a jak nie, jakie pozycje powodowały osłabienie skurczy, ogólnie wiedza z tej książki spowodowała, że lepiej współpracowałam z położną podczas porodu.

 
P.S. Informacje o lekarzu prowadzącym i położnej proVBAC z niniejszej historii można uzyskać drogą mailową:)

6 thoughts on “Vbac wywoływany ze względu na cukrzyce ciążowa (Warszawa)

  1. Gratulacje !!! To musi być cudowne uczucie. Twoja historia dodała mi odwagi :) do tej pory zmagam się z depresją po pierwszym porodzie cc…a minęło już prawie 14 miesięcy. W przyszłości chciałabym spróbować porodu VBAC. Bardzo prosiłabym o namiary na lekarza i położną.
    Pozdrowienia :)

    • Namiary wysłałam na maila:) Pozdrawiam ciepło i życzę coraz bardziej słonecznych dni! Piękne porody jeszcze przed Tobą!

  2. Super historia. Jestem po dwóch cc. Obecnie w ciąży. Czy mogę prosić o namiary na położną i lekarza? Dziękuję i pozdrawiam

  3. witam! Serdeczne gratulacje choć to już rok temu! Pozdrawiam proszę o namiary na położną, szpital i lekarza. Z góry dziękuję, przygotowuję się do porodu na styczeń 2018, córeczka urodzona przez cc, a teraz mam cukrzycę :-(

    • W Warszawie, mocno proVBAC jest Św. Zofia na czele z dyrektorem dr W. Puzyną. Co do położnych, większość położnych tam pracujących jest proVBAC np. Łucja Talma, Edyta Dzierżak-Postek, Maria Romanowska, Magdalena Witkiewicz etc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>