Tag Archive | po cięciu w kształcie odwróconego T

Poród w chwale! (Warszawa)

t incisionPoród naturalny po 2 cięciach cesarskich, po pierwszym cięciu wykonanym w kształcie odwróconej litery T, w innym mieście (160 km od domu) – niemożliwe by podjąć taką próbę? Dziś kolejny dowód na to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Czasem tylko brakuje wiary i determinacji. Warto więc o te wiarę i determinację sie starać, bo nagroda zaiste jest warta wysiłku! Oto historia porodu Ani:

Trzy lata temu urodziła się nasza pierwsza córka Sara, która od razu wyprowadziła się do Nieba. W czasie ciąży wiedzieliśmy, że jest bardzo chora i byliśmy przygotowani na różne scenariusze. Ostatecznie Sara zmarła po półtorej godzinie. Teraz żyje, ale nie na ziemi (jak by ktoś się zastanawiał co o tym myślimy). Podczas porodu lekarze zrobili pionowe docięcie na macicy, ponieważ dziecko miało poważne wady rozwojowe i było ułożone w pozycji poprzecznej. Aby bezpiecznie je wyjąć, było to konieczne. Podczas obchodu lekarz, który wykonał operację w pierwszych słowach poinformował mnie, że przez docięcie już nigdy nie będę mogła urodzić naturalnie.


11 miesięcy później, urodził się Samuel Stefan przez również przez cesarskie cięcie. Tym razem powodem był krwotok z odklejającego się łożyska przodującego w 35 tc. Niedługo potem znowu zaszliśmy w ciążę.


Od 8 miesiąca ciąży powoli szukaliśmy opcji porodu naturalnego, który pozwolił by nam urodzić więcej dzieci z mniejszymi komplikacjami niż kolejne cesarskie cięcia. W Lublinie nie ma szpitala, ani lekarza, który by się tego podjął. Dostaliśmy info od naszej Pani ginekolog o szpitalu św Zofii w Warszawie. Zadzwoniliśmy do znajomego lekarza z Warszawy z pytaniem czy mógłby nam jakoś pomóc dotrzeć do odpowiednich osób – okazuje się, że właśnie tam pracuje (ktoś wątpił?!). Medycyna jasno mówi, że pionowe docięcie macicy jest powodem absolutnie dyskwalifikującym do podjęcia próby porodu naturalnego.


Rozmawiam z Jackiem – naszym znajomym lekarzem i mówię – Wiesz, my wierzymy w cuda stwórcze. Jak sprawdzić czy to docięcie jeszcze jest? Odesłał nas do najlepszego specjalisty z tego szpitala, z najdokładniejszym aparatem do USG. Jego diagnoza: Jakbym nie przeczytał w Pani dokumentacji medycznej, że docięcie zostało zrobione, to nie ma żadnych dowodów na jego istnienie. Ciągłość macicy zachowana, nie uwidoczniono żadnych wskazówek na obecność blizny.
ALLELUJA!!!!!!


Mąż dzwoni do Pani ordynator oddziału położnictwa ze szpitala św. Zofii, odpowiedź jasna: „Powtarzam Panu po raz kolejny, a Pan nie przyjmuje do wiadomości. Docięcie dyskwalifikuje próbę porodu naturalnego. Mój szpital się tego nie podejmie.” W sumie nie ma co się dziwić, rzeczywiście z punktu medycyny sytuacja tragiczna. Ale Jezus ma swoje sposoby.


Dzwonimy kolejny raz do Jacka, dostaliśmy telefon do sekretariatu prezesa szpitala. Rozmawialiśmy z nim i rzeczywiście, szpital się nie podejmie, ale prezes bierze odpowiedzialność na siebie i możemy rodzić. (Innymi słowy Challenge Accepted!)


Termin na 16 maja, a mąż od 17 kwietnia co tydzień jeździ z naszą wspólnotą – Armią Dzieci na posługę po całej Polsce i Niemczech. Pytania dwa razy dziennie od znajomych: „Jak Ania ??” stały się codziennością. Jezus niech się zajmuje mną w domu, mężem w posłudze i niech jeszcze to tak ogarnie, żeby mógł był przy porodzie. Chyba sobie da radę nie? (Nie wszyscy byli przekonani ;))


Nadchodzi 15 maja, mąż od trzech dni na Szkole Wojowników Chwały w Lubinie (nie mylić z Lublinem, to drugi koniec Polski). 06:00 rano odchodzą mi wody, od razu dzwonię do męża, on od razu wsiada w samochód i pędzi autostradą do Warszawy. Ja dzwonię po wujka, który czeka w pogotowiu, żeby zawieźć mnie do Warszawy w razie potrzeby. Mamy 160 km, na miejscu jesteśmy w dwie godziny. Podróż przebiega spokojnie, mam regularne skurcze, ale niezbyt intensywne. Mąż o 10:00 jest już ze mną na miejscu. Skurcze postępują, rozwarcie się powiększa, położna i lekarze zaskoczeni że tak szybko. Cały czas są przy mnie, położna wspiera i zachęca żebym robiła to na co akurat jest wygodne dla mnie. Wchodzę więc do wanny na 1,5 godziny. Wchodzę z rozwarciem 3 cm, wychodzę już z 10 cm i gotowa do skurczów partych. Po 50 minutach partych, o 14:25 na świat przychodzi Gloria (czyli 5 godzin po przyjeździe do szpitala). Bez stresu, bez waliki z lekarzami, bez straszenia że może umrzeć, bez oxytocyny, bez docinania krocza, kleszczy, czy innych problemów i komplikacji, których wszyscy się bali. Po porodzie, lekarz bada ręką bliznę i z zaskoczeniem mówi po cichu do koleżanki lekarki „nawet nie czuć tego uskoku, który jest przy bliznach. Dziwne.”


3 minuty później dziecko już jest na moim brzuchu, je z piersi, pediatra nie ma zastrzeżeń, szpital ma na koncie baaaardzo nietypowy poród. My spędzamy z córcią pierwsze wspólne, piękne chwile razem. Wszyscy gratulują!

Wszyscy szczęśliwi! A najbardziej MY :)

*** Więcej informacji i historii o porodach kobiet z nietypowymi rodzajami nacięcia macicy na stronie: http://www.specialscars.org/ ***