Tag Archive | powtórna cesarka

Było warto! (Dębica)

Pęknięcie macicy – komplikacja, która jest jedną z największych obaw mam planujących poród naturalny po cięciu cesarskim, a także lekarzy . Statystycznie przytrafia się 1 na 200 kobiet podejmujących próbę porodu drogami natury po cc, a ryzyko zwiększa m.in. indukcja lub stymulacja porodu oksytocyną. Wioleta znalazła się a gronie tych kobiet, u których do pęknięcia macicy w bliźnie doszło. Mimo tego, porodu nie wspomina źle i nie żałuje, że spróbowała.

Przy pierwszym porodzie- w 2011 roku, wszystko poszło nie tak.. Całą ciążę czułam się fantastycznie, nie mogłam się doczekać aż przytulę córkę. Zakładałam, że urodzę siłami natury, nie brałam pod uwagę innego rozwiązania, jednak moje nadzieje kompletnie nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. 5 dni po terminie przyjęcie w szpitalu, przez kilka dni próba indukowania oksytocyną. Zero rozwarcia, zero skurczy, cięcie na zimno, bo lekarz spieszył się na urlop i tylko ja nie urodziłam… Wtedy bałam się postawić, chciałam mieć już córkę przy sobie. I tym sposobem 13 września 2011 przyszła na świat Emilka. Córkę widziałam po cięciu tylko przez chwilę. Przyniesiono mi ją dopiero na drugi dzień, nakarmioną butelką, nikt nie umiał lub nie chciał mi pomóc z karmieniem..

Po wszystkim zamiast czuć radość czułam żal do siebie i lekarza, kłopoty z karmieniem piersią potęgowały te odczucia. Czułam, że zawiodłam na całej linii siebie i córkę.  Chyba nigdy tak naprawdę się z tym nie pogodziłam.. Długo po wszystkim, kiedy ktoś pytał mnie o poród, odpowiadałam, że ja nie rodziłam, że miałam cięcie…

Kiedy zaszłam w drugą ciążę postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby chociaż spróbować porodu siłami natury. Zaczęłam od zmiany lekarza oraz położnej środowiskowej. Na pierwszej wizycie zakomunikowałam lekarzowi, że będę prowadzić ciążę u niego, jeśli zapewni mnie, iż będę mogła spróbować porodu sn. Podczas wizyt wielokrotnie omawialiśmy temat, lekarz mówił o ewentualnych sposobach indukcji porodu, gdyby znów poród nie rozpoczął się sam.

Ciążę zniosłam bardzo dobrze, chodziłam do pracy, w domu miałam też absorbującą 3-latkę. Kiedy okazało się, że będziemy mieć syna, oszaleliśmy z mężem z radości. W naszej rodzinie miał się pojawić pierwszy wnuk- moi rodzice mieli już 4 wnuczki 🙂 Syn długo przed rozwiązaniem ułożył się już główką w dół.

Termin porodu przypadał na 22 lipca, jednak intuicyjnie czułam, że i tym razem nie urodzę przed terminem. Nie spieszyłam się więc z pakowaniem torby, wyprawkę szykowałam powoli, poświęcając jak najwięcej czasu córce. W lipcu zaczęłam chodzić na ktg do szpitala. Od czasu do czasu zapisywały się delikatne lecz nieregularne skurcze. Na ostatniej wizycie omówiłam z lekarzem sposób porodu, odmówiłam cięcia przed terminem, a lekarz zapisał na karcie „ próba porodu siłami natury”, gdybym przypadkiem zaczęła rodzić pod jego nieobecność.  Po drugim ktg krótka rozmowa z lekarzem, który akurat ustalał termin cięcia z inną pacjentką. Zapytał czy nadal chcę rodzić, odpowiedziałam, że tak i za kilka dni miałam się ponownie stawić w szpitalu na zapis. Przyznaję, że z dnia na dzień humor mnie nieco opuszczał. Czułam, że syn nie jest jeszcze gotowy do przyjścia na świat, za to mnie w kość dawały upały i bezsenne noce. Czasami nachodziły mnie myśli, że może lepiej byłoby się zdecydować na cięcie, jednak przed oczami stawała mi rozłąka z córką, trudności w poruszaniu się oraz mój stan psychiczny długo po i wtedy  od nowa nabierałam sił. W dniu terminu kolejny raz poszłam na ktg. Mój lekarz był wtedy na urlopie, po zapisie koleżanka, która jest w moim szpitalu ginekologiem, wzięła mnie na badanie i okazało się, że mam rozwarcie na 1 palec. Ucieszyłam się, bo przy pierwszym porodzie nie było żadnego rozwarcia..

Mój lekarz był w tym czasie na urlopie. Z jednej strony nieco mnie to zdenerwowało, bo zależało mi na tym, żeby był w pobliżu, gdyby coś się zaczęło, z drugiej jednak, dawało mi to czas na oczekiwanie na poród bez nacisku..

Tydzień po terminie skontaktowałam się z lekarzem. Kazał przyjechać na jeszcze jeden zapis we wtorek. I tym razem nic się nie działo. Zaczęłam tracić nadzieję, bałam się kolejnej indukcji.. Usłyszałam, że jeśli nie urodzę do czwartku to mam przyjąć się na oddział.  Do domu wróciłam z płaczem. Czułam, że lekarz chce zrobić cięcie, a ja tak bardzo się bałam! Mąż pocieszał mnie, wspierał w decyzji dot.vbac, ale tak naprawdę, jak to facet, chciał tylko, żeby syn urodził się cały i zdrowy. W środę wieczorem zawiozłam córkę do mamy, pożenałam się z Nią, w domu dopakowałam torbę, obejrzeliśmy z mężem serial w celu odstresowania się i w końcu ustaliliśmy jakie imię damy Synkowi.

8 dni po terminie stawiłam się w szpitalu. Na porodówce położne zapytały czy przyjechałam na cięcie czy poród. Odpowiedziałam, że miałam próbować rodzić. W tym momencie w drzwiach stanął mój lekarz i zaczął krzyczeć, że jak ja sobie wyobrażam rodzenie skoro jestem pozamykana, nastraszył, że pęknie mi macica i że absolutnie nie będę rodzić i idę na salę operacyjną. Zdębiałam. Przez myśl przeszły mi same bluźnierstwa pod adresem lekarza. Przecież nie tak się umawialiśmy! Poczułam się oszukana, sprowadzona do parteru. Nie po to czekałam w kolejce, niejednokrotnie po 4-5 godzin pod jego gabinetem, żeby teraz iść prosto pod nóż. Przecież, gdybym chciała cięcia, byłabym już dawno po. Odpowiedziałam, że chcę próby porodu siłami natury.

Wyszłam na korytarz i opowiedziałam mężowi o całym zajściu. Byłam cała roztrzęsiona, zrezygnowana. Chwilę później przyszła po mnie położna. Przekonana byłam, że idę prosto pod nóż, tymczasem ona zrobiła mi lewatywę, podgoliła i zaprowadziła do sali przedporodowej. Podpięto mi kroplówkę, położna zawołała męża. Zapytałam czy jednak lekarz zezwolił na moją próbę, na co położna odpowiedziała, że zmusić mnie nie mogą do cięcia i jeśli chcę próbować, to próbujemy. Życzyła mi powodzenia i wyszła. Już przy pierwszej kroplówce dostałam regularnych skurczy. Na ktg pisały się piękne fale. Ból był do zniesienia, a ja przy każdym skurczu starałam się mocno oddychać. Poczułam niesamowitą energię, że jednak coś się dzieje, że dam radę, byłam szczęśliwa, że mąż jest przy mnie.

Po drugiej dawce oksytocyny zbadał mnie mój lekarz, stwierdził rozwarcie i skrócenie szyjki. Powiedział, że na dzisiaj tyle.  Sprawdził zapis ktg i zażartował, że ”trochę mnie popieściło”. Wysłano mnie na patologię. Nie było mi to na rękę, bo obawiałam się, że pobyt na oddziale zablokuje mój poród. Po kilku godzinach skurcze ustały. Miałam jednak nadzieję, że coś się do rana zacznie dziać. Mężowi kazałam przywieźć książkę, poczytałam, zjadłam kolację i poszłam spać w nadziei, że niebawem będę tulić Synka w ramionach.

O 1 w nocy obudził mnie silny ból. Zerknęłam na zegarek. Rozpoczęły się skurcze co 10 minut, bez porównaniu z tymi wczorajszymi. Ból zdecydowanie silniejszy, co gorsza, miałam bóle krzyżowe. Wstałam z łóżka i wyszłam na korytarz. Pomyślałam, że albo rozchodzę ten ból i wszystko minie, albo rozkręci się na dobre. Do 4 nad ranem skurcze przybrały na sile i były już co 5 minut. Walczyłam z bólem, podczas skurczu trzymałam się poręczy na korytarzu i nadal wydeptywałam ścieżkę. Postanowiłam w dalszym ciągu nie zawiadamiać położnych.

W międzyczasie obudzila się dziewczyna na łóżku obok. Rozmawiałyśmy między skurczami, co pozwoliło mi jakoś przetrwać ten czas. Ból był coraz silniejszy, kiedy przy skurczu musialam już kucać przy łóżku, przyznałam się położnym, że od kilku godzin mam bóle. Podpięły mi ktg, leżenie na płasko było dla mnie katorgą, krzyże mocno dawały się we znaki. Pech chciał, że mąż nie mógł być ze mną, został z córką. Po 6 przyszła do mnie mama, która pracuje w tym szpitalu, lecz na innym oddziale i akurat zeszła z nocnej zmiany.

Mimo bólu, na ktg kompletnie nic się nie zapisywało. Mocno mnie to stresowało. Przez moment przeszła mi myśl, że może jednak jest coś nie tak, skoro tak mocno boli, a maszyna pozostaje niewzruszona? Do 9 chodziłam już prawie po ścianach, w momencie skurczu nie byłam w stanie pilnować oddechu, bolał mnie dół brzucha i pachwiny. No i krzyże..Przeszło mi przez myśl, że może coś jest nie tak, że ten ból jest jakiś dziwny, ale byłam przecież w szpitalu, pod opieką…

O 9 lekarz dyżurujący wziął mnie do badania. W trakcie odeszły mi wody, spakowałam się i poczłapałam na porodówkę. Tam znowu lewatywa,wzięłam prysznic, przebrałam się w szpitalną koszulę i położyłam na łóżku porodowym. Położna podpięła ktg, kroplówkę z oksytocyną. Godzinę po dojechał mąż i masował mi plecy w trakcie skurczu oraz podawał wodę. Wykres na ktg kompletnie nie odzwierciedlał mojego bólu. Po 10 zbadała mnie młoda lekarka, stwierdziła rozwarcie na dwa palce. Dokładnie wypytala, gdzie czuję ból. O 11 w końcu zjawił się mój lekarz. Sprawdził zapis, pokiwał głowa, zbadał mnie. Poczułam przeszywający ból, chwyciłam się łóżka. Usłyszałam jak lekarz klnie pod nosem, spojrzałam w dół i ujrzałam sporo krwi. Zapytałam  co się dzieje, a lekarz powiedział, że blizna zaczęła pękać i że wiozą mnie na blok.. W głowie miałam tylko myśl, żeby z Synkiem było wszystko dobrze..

Reszta działa się bardzo szybko. Położne przeturlały mnie na łóżko, zawiozły na salę operacyjną. W dalszym ciągu miałam skurcze, ciężko było mi siedzieć nieruchomo przy znieczuleniu. Pod zgodą na cięcie podpisałam się tak ,że anestezjolog pytał jak się nazywam. Niesamowicie pomogła mi pielęniarka obecna przy cięciu. Przytulała mnie podczas znieczulenia, w trakcie cięcia głaskała po głowie, wszystko objaśniała. Pamiętam jak pachniała kawą..

O 11:24  31.07.2015 na świat przyszedł mój Syn: Aleksander. Mierzył 57cm i ważył 3470g. Położono mi go na piersi, a po pierwszym badaniu przyniosła mi Go ta sama położna co 4 lata wcześniej córkę 🙂 Po 10 godzinach zmagań miałam w końcu swoje upragnione Maleństwo.

Kiedy przewieziono mnie na salę pooperacyjną, co chwilę zaglądała jakaś pielęgniarka i pytała o poród. Wieści o moim vbacu rozeszły się po całym oddziale 😉

Mimo, iż mój vbac zakończył się cięciem, nie żałuję tego, że spróbowałam. Jestem dumna z siebie, że miałam odwagę nie zgodzić się na cięcie na zimno, sprzeciwić się ordynatorowi. Wiem, że dzięki tej próbie byłam w bardzo dobrej kondycji psychicznej po porodzie. Po pierwszym cięciu w 2011 roku cały pobyt w szpitalu przepłakałam, teraz było zupełnie inaczej. Byłam jedyną z wielu mam na oddziale, która uśmiechała się i czytała po porodzie książkę 🙂 Wstałam też z łóżka od razu wyprostowana i nie rozczulałam się nad sobą jak za pierwszym razem. Do tego już w szpitalu pięknie rozkręciła się laktacja i karmię Synka piersią, co nie miało miejsca po pierwszym cięciu. Cieszę się, że podjęłam próbę, czuję, że odbudowałam swoje poczucie wartości. Wiem, że zrobiłam wszystko co na tamtą chwilę mogłam, by urodzić sn. Nie było idealnie, nie było łatwo, ale było  warto 🙂

NIE ŻAŁUJE, ŻE SPRÓBOWAŁAM… CZYLI PRÓBA PORODU SN PO CC (Malbork)

CBAC czyli poród przez cięcie cesarskie po próbie porodu siłami natury może być wzmacniającym i pięknym doświadczeniem. Historia  Beaty pokazuje, że przede wszystkim od nastawienia – zarówno mamy jak i opiekujących się nią lekarzy i położnych  zależy jakość porodu – obojętnie, którą drogą się on kończy.

Zawsze marzyłam o porodzie naturalnym. Mimo, że jestem młoda. Pierwsze dziecko urodziłam w wieku 21 lat. Ciąża upragniona, nawet
bardzo upragniona. Przez ponad pół roku nie mogłam zajść w ciążę, moja lekarz na moje pytanie czy wszystko na pewno jest ze mną
dobrze, zbywała mnie. Takim oto sposobem trafiłam do swojego obecnego lekarza i po kilku badaniach i obserwacjach okazało się, że
muszę mieć symulowaną owulację. Udało się za pierwszym razem. Byłam w ciąży!

Pierwsza ciąża była piękna, ale nie do końca idealna, kilka pobytów w szpitalu, ciągłe zamartwianie się czy wszystko na pewno jest wporządku. Chyba każda przyszła mama tak ma. Okazało się, że będę miała córkę. Taka radość. Miałam urodzić moją wymarzoną córkę. Do samego końca ciąży myślałam o swoim porodzie. Wyobrażałam sobie jak to będzie. Nigdy przez myśl nie przyszło mi cesarskie cięcie. Dotrwaliśmy do terminu porodu i za poleceniem lekarza stawiliśmy się na oddziale położniczym. Po wszystkich badaniach, lekarz stwierdził, że chyba czeka nas cesarka, bo dziecko duże, a i podwójnie owinięte wokoło szyi pępowiną. Przepłakałam pół dnia, bo nie mogła zrozumieć dlaczego tak, a nie inaczej. Dlaczego akurat ja. Moje marzenie o porodzie naturalnym nie spełni się. Mieliśmy czekaćaż zaczną się regularne skurcze, żeby dać moje córce namiastkę porodu naturalnego. Do akcji porodowej jednak nie doszło, ponieważ  córka miała spore wahania tętna od 60 do 200. Pocięli mnie na szybko, na zimno. Byłam szczęśliwa, że jest ze mną cała i zdrowa, ale  jednak czułam, że zabrano moje marzenia. Dopadł mnie zespół popunkcyjny. Było naprawdę ciężko. Później problemy z karmieniem, ale  dzięki mojemu uporowi udało się, karmiłyśmy się piersią.

Na samą myśl o kolejnym cięciu było mi słabo. Wiedzieliśmy jednak z mężem, że chcemy kolejne dzieci. Drugie chcieliśmy szybko. Nigdy nie wgłębiałam się w temat porodu po pierwszym cięciu. Lekarz po roku od cc pozwolił nam starać się o kolejne dziecko. Udało się. Bez żadnych wspomagaczy owulacji… i tak na nowo rozwijała się we mnie mała fasolka. Najpierw strach, jak to będzie z drugim dzieckiem. Później radość.

Ciąża była idealna. Czułam się świetnie. Zaczęłam zagłębiać się w temat porodu naturalnego po cięciu cesarskim. Jaka była moja radość, że i takie porody się udają. Od dwóch lekarzy dowiedziałam się, że jeżeli wszystko będzie dobrze to będę mogła rodzić naturalnie. W tym czasie trafiłam też do grupy na facebooku NATURALNIE PO CESARCE. Historie opisane przez różne kobiety tylko bardziej umocniły moje chęci do porodu naturalnego. Przed 20 tygodniem ciąży zaczęły się dziwne bóle brzucha, zrobiłam sobie trochę wolnego od pracy i innych obowiązków i chyba wyleżałam ten ból, bo mniej więcej po 3-4 tygodniach wszystko wróciło do normy. Od 13 tygodnia ciąży wiedzieliśmy, że tym razem będziemy mieli synka. Takie szczęście. Ciąża do końca przebiegała idealnie. Wszystkie badania w normie. Cierpliwie czekaliśmy do terminu porodu. Tym razem wiedziałam, że nie dampołożyć się do szpitala z dniem wyznaczonego terminu porodu.Plan był taki, że poród rozpocznie się w domu z położną i później pojedziemy do szpitala.

Nadszedł termin z ostatniej miesiączki, lekarz na wizycie stwierdził, że wszystko dobrze i czekamy jeszcze 3 dni w domu do terminu z usg. Oczywiście nic się nie działo. Byłam zła na swoje ciało, że tak to przeciąga, ale wiedziałam, że mam jeszcze czas. Lekarz chciał żebym już położyła się na oddział, ale ja obiecałam, że pojawię się jak tylko coś mnie zaniepokoi, a na ktg będę się zjawiać co drugi dzień. Tak też było. Do szpitala jednak zgłosiłam się sama 8 dni po terminie, nikt mnie nie namawiał, sama czułam już potrzebę, jakoś tak wiedziałam, że będę spokojniejsza, kiedy maluch będzie pod kontrolą. Co jak co, ale zdrowie synka najważniejsze.

Do szpitala przyjęli mnie bez żadnego gadania, potwierdzając tylko czy na pewno jestem zdecydowana na VBAC.Potwierdziłam. Tak sobie spędziliśmy kilka dni na oddziale. Nikt mnie nie namawiał do cc. Wmiędzyczasie coś zaczynało się dziać. Odszedł czop śluzowy, skurcze nieregularne, ale jakieś tam były. Ktg mieściło się w normie, ale nie było za dobre. Były wahania  tętna malucha. Czekaliśmy na rozwój sytuacji. We wtorek 28 października zmęczona już całą  sytuacją i chęć zakończenia w końcu tej ciąży dałam się podłączyć pod oxy. Chciałam wracać jak najszybciej do domu, do niespełna  2 -letniej córki. Przed tym wszystkim myślałam, że w tym wypadku będę twarda, ale tęskniłam okropnie. Oxy rozchulało skurcze i przy mojej aktywności i kroplówce doszliśmy do rozwarcia 7 cm. Wody odeszły w sumie prawie na początku podłączenia oxy. Przy tych 7 cm wszystko ucichło. Skurcze ustały. Zatrzymaliśmy się na 7 cm. Czuła, że już tak blisko, ale jednak tak daleko. Synek ciągle był wysoko i nie napierał główką na szyjkę, jak to mówili „główka odbija w górę”, ktg coraz bardziej średnio. No i stało się, postanowili o cc. Ja zgodę podpisałam i za chwilę już na stole operacyjnym dostałam syna na chwilę do skóry, a później tata do kangurowania. Synek  owinął się szyją w pępowine, pępowina podobno krótka i trzymała go w górze. Oprócz tego moja położna która była przy cc mówiła, że  były małe szanse żeby w ogóle się wstawił w kanał rodny.

Moje odczucia? To cc w porównaniu do pierwszego to była przyjemność. Po pierwszym byłam rozbita, wszystko było dla mnie nie tak jak powinno. Teraz było pięknie. Do domu puścili nas po dwóch dobach, bo czułam się rewelacyjnie. Oprócz tego jestem mega zadowolona, że ordynator szpitala do samego końca namawiał do próby SN, chociaż namawiać nie musiał. Aaa…przy wypisie zapytał czy przyjdę do nich próbować SN po dwóch CC. Uśmiechnęłam się tylko…, bo kto wie.

Tak w wieku 23 lat stałam się podwójną mamą. Ostęp między jednym cc a drugim wyniósł dokładnie 22 miesiące. Jestem szczęśliwa, że poczułam chociaż namiastkę porodu naturalnego. Ból? Bolało, bardzo bolało, ale każdy skurcz przyjmowałam z radością. Po lekturze „Poród Naturalny” Iny May Gaskin jeszcze inaczej spojrzałam na poród. Zdecydowanie pomogła mi w radosnym porodzie. Mam ogromną nadzieję, że za trzecim razem się uda… Jak to mówią:  „do trzech razy sztuka”.

Ryzyko pęknięcia macicy – przekrojowa analiza badań z lat 1976 – 2012. CZ. 3: Macica z blizną po cięciu poprzecznym w dole brzucha

Trzecia część tłumaczenia artykułu poruszającego problematykę pęknięcia macicy. Tym razem o ryzyku wystąpienia tej komplikacji w ciąży i podczas porodu po poprzecznym cięciu w dole brzucha. Poniższy fragment porusza następujące aspekty porodu z takim rodzajem blizny: powtórne planowe cięcie cesarskie, poród wspomagany farmakologicznie i poród indukowany po cięciu cesarskim, VBAC u matek po przebytym porodzie pochwowym, kolejne porody po udanym porodzie pochwowym po cięciu cesarskim.

Poprzednie poprzeczne cięcie w dole brzucha

Ryzyko pęknięcia macicy po poprzednim poprzecznym cięciu wykonanym w dole brzucha różni się w zależności od:

  • tego czy pacjentka podejmuje próbę porodu pochwowego (TOLAC) czy też decyduje się na powtórne planowe cięcie cesarskie,
  • tego czy poród jest wywoływany czy spontaniczny,
  • a także od innych czynników.

 (…) [w tłumaczeniu pominięto informacje statystyczne dotyczące wyłącznie Stanów Zjednoczonych]

Ciąża po przebytym poprzecznym cięciu w dole brzucha zakończona powtórnym planowym CC (bez próby porodu)

W badaniu 20 095 kobiet przeprowadzonym przez Lydon-Rochelle i in. odsetek spontanicznego pęknięcia macicy wśród 6 980 kobiet po 1 cięciu cesarskim, które przeszły powtórne cięcie cesarskie bez próby porodu (TOL) wyniósł 0.16%[1]. Wynik ten wskazuje, że macice z blizną po uprzednio przebytym cięciu cesarskim mają same w sobie większą tendencję do pękania podczas ciąży niż organy uprzednio nieoperowane (w przypadku macicy bez blizny ryzyko spontanicznego pęknięcia macicy wynosi 0,012% – ryzyko to w przypadku ciąży po uprzednio przebytym cięciu cesarskim wzrasta więc 12-krotnie). Dlatego też, wszystkie inne wskaźniki pęknięć macicy w ciążach po przebytym cięciu cesarskim powinny być rozpatrywane w odniesieniu do tego podstawowego wskaźnika 0,16%.

Ciąża po przebytym poprzecznym cięciu w dole brzucha zakończona spontanicznym porodem

Badanie przeprowadzone przez Lydon-Rochelle i in. pokazało, że odsetek pęknięć macicy wśród 10 789 kobiet po jednym uprzednio wykonanym cięciu cesarskim, u których w kolejnej pojedynczej ciąży poród rozpoczął się i postępował spontanicznie, wynosił 0,52%[2]. Wynik ten wskazuje na 3,3krotnie większe relatywne ryzyko pęknięcia macicy w porównaniu z kobietami, które zdecydowały się na powtórne planowe cięcie cesarskie.

W badaniu przeprowadzonym przez Ravasia i in. na grupie 1 544 pacjentek po jednym uprzednio wykonanym cięciu cesarskim, u których w kolejnej ciąży poród rozpoczął się i postępował spontanicznie, odsetek pęknięć macicy wynosił 0,45%[3]. Zelop i in. stwierdzili, że wśród 2 214 kobiet po jednym uprzednio wykonanym cięciu cesarskim, u których w kolejnej ciąży poród rozpoczął się i postępował spontanicznie, odsetek pęknięć macicy wynosił  0,72%[4]. Autorzy niniejszego artykułu przeprowadzili metaanalizę 29 263 ciąż ujętych w 9 badaniach z lat 1987-2004 i wykazali, że  całkowite ryzyko pęknięcia macicy u kobiet po jednym uprzednio wykonanym cięciu cesarskim, u których w kolejnej ciąży poród rozpoczął się i postępował spontanicznie wynosi 0.44%.

Ciąża po przebytym poprzecznym cięciu w dole brzucha zakończona porodem wspomaganym farmakologicznie

Pomimo klinicznej heterogeniczności i faktu, iż wskaźnik zakończonych sukcesem porodów pochwowych po cięciu cesarskich różni się w przypadku kobiet doświadczających porodu spontanicznego i kobiet, które miały poród wywoływany lub stymulowany farmakologicznie, w bardzo niewielu badaniach kontrastuje się dane dotyczące porodów wspomaganych farmakologicznie z danymi dotyczącymi porodów wywoływanych, zaś te dane, które istnieją stoją ze sobą w sprzeczności. Istnieją znaczne rozbieżności w klinicznym stosowaniu oksytocyny, zarówno jeśli chodzi o jej dawkę jak i schematy podawania. W efekcie brakuje konkretnych, opartych na dowodach wytycznych klinicznych dotyczących zastosowania oksytocyny w próbach porodu po cięciu cesarskim.

W badaniu przeprowadzonym przez Blanchette in in., odsetek pęknięć macicy w grupie 288 kobiet, które miały poród wspomagany oksytocyną, wynosił 1,4% (w porównaniu z 0,34% wśród 292 kobiet, których poród przebiegał w sposób spontaniczny). Wynik ten sugeruje 4-krotnie większe ryzyko pęknięcia macicy u kobiet rodzących po cc, u których poród wspomagano oksytocyną w porównaniu z kobietami, których poród przebiegał w sposób spontaniczny.

W badaniu Sieci Jednostek Medycyny Matczyno-Płodowej (MFMU Network), odsetek pęknięć macicy przy porodzie VBAC wspomaganym oksytocyną wynosił 0,9% (52 na 6009 przypadków), zaś w porodzie bez stosowania oksytocyny 0,4% (24 na 6685 przypadków). Badania te stoją jednak w sprzeczności z metaanalizą badań pochodzących sprzed 1989 roku, która wykazała, że wspomaganie porodu oksytocyną nie ma związku z pęknięciem macicy[5].

Również Zelop i in. doszli do wniosku, że wspomaganie porodu oksytocyną nie zwiększa znacząco ryzyka pęknięcia macicy. Dane zgromadzone w Tabeli 1 pokazują zwiększone, jakkolwiek w małym stopniu, ryzyko pęknięcia macicy  w przypadku porodu wspomaganego oksytocyną. Jednakże wnioski wyciągane z tych danych są ograniczone i wątpliwe [z powodów metodologicznych]. (…)

Oceniając bezpieczeństwo stosowania oksytocyny w próbie porodu po cięciu cesarskim należy brać pod uwagę zarówno jej dawkę jak i czas stosowania. Kwestie te zostały przeanalizowane przez Cahill i in. w retrospektywnych zagnieżdżonych badaniach kliniczno-kontrolnych obejmujących 804 pacjentki po co najmniej 1 cięciu cesarskim, które podjęły próbę porodu. Przy zastosowaniu dożylnego wlewu oksytocyny w dawce 6 – 20 mU/ min [mili jednostek / minutę], ryzyko pęknięcia macicy wzrosło ponad 3-krotnie. Przy zastosowaniu dawki ponad 20 mU/min ryzyko to wzrastało 4-krotnie. Tak więc ryzyko pęknięcia macicy związane ze stosowaniem syntetycznej oksytocyny wynosiło  2.9% dla dawek ponad 20 mU/min i 3.6% dla dawek ponad 30 mU/min.

Autorzy powyższego badania nie stwierdzili powiązań między długością stosowania oksytocyny i długością trwania porodu, a ryzykiem pęknięcia macicy. Sugerują oni również, aby maksymalna dawka oksytocyny stosowana w porodzie po cięciu cesarskim wynosiła 20 mU/min i aby środek ten stosować z rozwagą, zarówno w celu indukcji jak i wspomagania porodu.

(…)

Ciąża po przebytym poprzecznym cięciu w dole brzucha zakończona porodem indukowanym

Dane wskazują, że indukcja porodu po uprzednio przebytym cięciu cesarskim wiąże się ze zwiększonym ryzykiem pęknięcia macicy.

W badaniach Zelopa i in. odsetek pęknięć macicy wśród 530 kobiet, które przeszły indukcję porodu po uprzednio przebytym jednym cięciu cesarskim wynosił 2,3% w porównaniu z 0.72%  w grupie 2214 kobiet, u których poród rozpoczął się spontanicznie[6].

W badaniach przeprowadzonych przez Raviasia i in., w grupie 575 pacjentek, którym indukowano poród odsetek pęknięć macicy wyniósł 1,4% w porównaniu z 0,45% wśród kobiet, których poród rozpoczął się samoczynnie[7].

Z badań Blanchette i in. wynika, że odsetek pęknięć macicy u kobiet po przebytym cięciu cesarskim, którym wywoływano poród wynosił 4% w porównaniu z 0,34% wśród kobiet, których poród zaczął spontanicznie[8]. Ten ostatni wniosek sugeruje 12-krotnie zwiększone ryzyko pęknięcia macicy u kobiet, u które wywołuje się poród po uprzednio przebytym cięciu cesarskim.

Dane na temat mechanicznych metod wywoływania porodu są ograniczone, ale rozpraszające wątpliwości. Badania na małe małej grupie przypadków przeprowadzone przez Bujold i in. nie wykazały znaczącej różnicy w odsetku pęknięć macicy pomiędzy przypadkami porodów spontanicznych (1,1%), porodów indukowanych poprzez przebicie pęcherza płodowego z lub bez jednoczesnego zastosowania oksytocyny (1,2%) oraz porodów indukowanych zakładanym doszyjkowo cewnikiem Foleya (1,6%)[9].

Przeciwnie, Hoffman i in. wykazał 3,67-krotnie zwiększone ryzyko pęknięcia macicy w przypadku zastosowania cewnika Foleya do preindukcji (stymulacji dojrzewania szyjki macicy). Co ważne jednak, wiele z pacjentek w tym badaniu oprócz zastosowania cewnika Foleya otrzymywało także oksytocynę[10].

Jedna rzecz, na którą należy zwrócić uwagę, to to, że randomizowana, kontrolowana próba przeprowadzona niedawno przez Pettker i in. wykazała, że stosowanie oksytocyny wraz zastosowaniem cewnika Foleya do indukcji porodu nie skraca czasu porodu ani nie ma wpływu na ukończenie porodu przed upływem 24 godzin ani na odsetek porodów ukończonych pochwowo[11]. W świetle tych badań można uznać stosowanie samego cewnika Foleya za rozsądną opcję dla kobiet z niedojrzałą szyjką macicy podejmujących próbę porodu po przebytym cięciu cesarskim.

Zastosowanie prostaglandyn do stymulacji dojrzewania szyjki macicy oraz wywoływania porodu po uprzednio przebytym cięciu cesarskim

Obecne wytyczne Amerykańskiego Kolegium Ginekologów i Położników zniechęcają do stosowania prostaglandyn w celu wywoływania porodu w przypadku większości kobiet po uprzednio przebytym cięciu cesarskim. Ta rekomendacja oparta jest na znaczących dowodach świadczących o zwiększonym ryzyku pęknięcia macicy związanym z prostaglandynami. Lydon-Rochelle i in. odnotowali 15,6-krotnie zwiększone ryzyko pęknięcia macicy, jeśli prostaglandyny były używane u ciężarnych podejmujących próbę porodu po cięciu cesarskim. W grupie 366 kobiet z blizną po uprzednio przebytym cięciu cesarskim, które przeszły indukcję porodu z użyciem prostaglandyn, odsetek pęknięć macicy wyniósł 2,45% w porównaniu z 0,77% wśród kobiet, u których nie stosowano prostaglandyn[12].

Taylor i in. zidentyfikowali 3 przypadki pęknięcia macicy wśród 58 pacjentek po 1 uprzednio przebytym cięciu cesarskim, u których indukowano poród wyłącznie za pomocą prostaglandyny E2 (PGE2). Odsetek pęknięć macicy w grupie kobiet, u których zastosowano prostaglandyny wynosił więc 5,2% (3 na 58) w porównaniu z 1,1% wśród pacjentek, którym nie podawano prostaglandyn[13]. W badaniach przeprowadzonych przez Ravasia i in. odnotowano 3 pęknięcia macicy na 172 pacjentki, u których wywoływano poród wyłącznie za pomocą PGE2 (1.7%), co stanowiło odsetek znacznie wyższy niż w grupie kobiet, u których poród rozpoczął się spontanicznie (0.45%)[14].

Są jednak badania, których wyniki kontrastują w tymi prezentowanymi powyżej. Flamm i in. odnotowali odsetek pęknięć macicy na poziomie 1.3% (6 na 453 przypadki) w grupie kobiet po uprzednio przebytym cięciu cesarskim, u których zastosowano PGE2 wraz oksytocyną. Wynik ten nie różnił się znacznie od 0,7% wśród pacjentek, które nie otrzymały PGE2[15]. W niewielkim badaniu, Delaney i Young również nie odnotowali znaczącej różnicy w odsetku pęknięcia macicy pomiędzy pacjentkami po uprzednio przebytym cięciu cesarskim, które przeszły indukcję porodu za pomocą PGE2 (1,1%) a tymi,u których poród rozpoczął się samoczynnie ( 0,3%)[16].

Landon i in. nie odnotowali ani jednego przypadku pęknięcia macicy w grupie 227 pacjentek, u których wywoływano poród za pomocą samych prostaglandyn. Jakkolwiek powyższe badanie nie miało mocy wykrywanie drobnych różnic, poszczególne rodzaje zastosowanych prostaglandyn nie wydawały się mieć znaczącego wpływu na odsetek pęknięć macicy ( 52 pacjentki otrzymały misoprostol, 111 dinoproston, 60 żel PGE2, a 4 kombinację prostaglandyn)[17].

Poród po cięciu cesarskim u kobiety z historią wcześniej przebytych porodów drogą pochwową

Kilka badań wykazało ochronny wpływ przebytego wcześniej (przed cesarką) porodu pochwowego na zmniejszenie ryzyka pęknięcia macicy przy próbie porodu po cięciu cesarskim. Zelop i in. porównali grupę 1021 kobiet mających za sobą jeden poród pochwowy i jedno cięcie cesarskie, które podjęły próbę porodu po cięciu cesarskim z grupą 2762 kobiet, które podjęły próbę porodu po cięciu cesarskim, bez przebytego wcześniej porodu pochwowego. Odsetek pęknięć macicy w obu tych grupach wynosił odpowiedni 0,2% i 1,1%[18].

Wśród kobiet z pojedynczą blizną na macicy, u tych z przynajmniej jednym przebytym przed cięciem porodem pochwowym ryzyko pęknięcia macicy było o 1/5 niższe niż u kobiet, które nigdy nie rodziły drogami natury. Caughey i in. wybadali, że kobiety, które przed cięciem cesarskim przebyły poród pochwowy były obarczone o ¼ mniejszym ryzykiem pęknięcia macicy przy kolejnym porodzie (VBAC) niż mamy, które nigdy nie rodziły pochwowo[19]. W badaniu obejmującym 205 kobiet podejmujących próbę porodu po 1 cięciu cesarskim, Kayani and Alfirevic zauważyli, że wszystkie 4 przypadki pęknięcia macicy miały miejsce u kobiet, które nie miały za sobą wcześniejszego porodu drogami natury[20].

Badanie obejmujące 11 778 kobiet, przeprowadzone przez członków Sieci Jednostek Medycyny Matczyno-Płodowej (MFMU Network), wykazało, że wśród kobiet niemających za sobą żadnego porodu pochwowego, które podjęły próbę porodu po cięciu cesarskim, ryzyko pęknięcia macicy było większe jeśli poród był wywoływany niż kiedy rozpoczął się spontanicznie (1.5% vs 0.8%). Różnicy takiej nie zaobserwowano w grupie kobiet mających za sobą wcześniejszy poród drogami natury[21].

Kolejne porody po udanym porodzie pochwowym po cięciu cesarskim

Liczne badania sugerują, że kobiety, które mają już za sobą poród pochwowy po cięciu cesarskim są w mniejszym stopniu narażone na ryzyko pęknięcia macicy przy kolejnym porodzie. Można to tłumaczyć na wiele różnych sposobów. Dwa najbardziej oczywiste wytłumaczenia to fakt, iż zakończony sukcesem VBAC daje pewność, że:

1)     miednica matki jest odpowiedniej wielkości, aby umożliwić przejście przez nią dziecka;

2)     blizna po cięciu cesarskim została przetestowana w warunkach porodu i nie doszło do pęknięcia macicy.

Mercer i in. zanotowali, że ryzyko pęknięcia macicy zmniejsza się po pierwszym zakończonym pochwowo porodzie po cięciu cesarskim. Te same badania nie wykazały jednak żadnej inne „ochronnej” właściwości w przypadku kolejnych udanych porodów VBAC: u kobiet, które nie miały za sobą żadnego porodu pochwowego po cięciu cesarskim odsetek pęknięć macicy wynosił 0.87%, u tych, które miały za sobą 1 zakończony sukcesem VBAC odsetek ten wynosił 0.45%, zaś u mam, które przebyły 2 lub więcej porodów drogami natury po cięciu cesarskim, pęknięcia macicy wynosiły 0.43%[22]. Dane zgromadzone z 5 odrębnych badań wskazują na zwiększone ryzyko pęknięcia macicy, rzędu 1,4%, w przypadku nieudanych prób porodu zakończonych powtórnym cięciem cesarskim[23].

Źródło: http://reference.medscape.com/article/275854-overview#aw2aab6b5


[1] Lydon-Rochelle M, Holt VL, Easterling TR, Martin DP. Risk of uterine rupture during labor among women with a prior cesarean delivery. N Engl J Med. Jul 5 2001;345(1):3-8. [Medline].

[2] Lydon-Rochelle M, Holt VL, Easterling TR, Martin DP. Risk of uterine rupture during labor among women with a prior cesarean delivery. N Engl J Med. Jul 5 2001;345(1):3-8. [Medline].

[3] Ravasia DJ, Wood SL, Pollard JK. Uterine rupture during induced trial of labor among women with previous cesarean delivery. Am J Obstet Gynecol. Nov 2000;183(5):1176-9. [Medline].

[4] Zelop CM, Shipp TD, Repke JT, et al. Uterine rupture during induced or augmented labor in gravid women with one prior cesarean delivery. Am J Obstet Gynecol. Oct 1999;181(4):882-6. [Medline].

 

[5] National Institutes of Health Consensus Development conference statement: vaginal birth after cesarean: new insights March 8-10, 2010. Obstet Gynecol. Jun 2010;115(6):1279-95. [Medline].

 

[6] Zelop CM, Shipp TD, Repke JT, et al. Uterine rupture during induced or augmented labor in gravid women with one prior cesarean delivery. Am J Obstet Gynecol. Oct 1999;181(4):882-6. [Medline].

[7] Ravasia DJ, Wood SL, Pollard JK. Uterine rupture during induced trial of labor among women with previous cesarean delivery. Am J Obstet Gynecol. Nov 2000;183(5):1176-9. [Medline].

[8] Blanchette H, Blanchette M, McCabe J, Vincent S. Is vaginal birth after cesarean safe? Experience at a community hospital. Am J Obstet Gynecol. Jun 2001;184(7):1478-84; discussion 1484-7. [Medline].

[9] Bujold E, Blackwell SC, Gauthier RJ. Cervical ripening with transcervical foley catheter and the risk of uterine rupture. Obstet Gynecol. Jan 2004;103(1):18-23. [Medline].

[10] Hoffman MK, Sciscione A, Srinivasana M, Shackelford DP, Ekbladh L. Uterine rupture in patients with a prior cesarean delivery: the impact of cervical ripening. Am J Perinatol. May 2004;21(4):217-22. [Medline].

[11] Pettker CM, Pocock SB, Smok DP, Lee SM, Devine PC. Transcervical Foley catheter with and without oxytocin for cervical ripening: a randomized controlled trial. Obstet Gynecol. Jun 2008;111(6):1320-6.[Medline].

 

[12] Lydon-Rochelle M, Holt VL, Easterling TR, Martin DP. Risk of uterine rupture during labor among women with a prior cesarean delivery. N Engl J Med. Jul 5 2001;345(1):3-8. [Medline].

[13] Taylor DR, Doughty AS, Kaufman H, et al. Uterine rupture with the use of PGE2 vaginal inserts for labor induction in women with previous cesarean sections. J Reprod Med. Jul 2002;47(7):549-54. [Medline].

[14]Ravasia DJ, Wood SL, Pollard JK. Uterine rupture during induced trial of labor among women with previous cesarean delivery. Am J Obstet Gynecol. Nov 2000;183(5):1176-9. [Medline].

[15] Flamm BL, Anton D, Goings JR, Newman J. Prostaglandin E2 for cervical ripening: a multicenter study of patients with prior cesarean delivery. Am J Perinatol. Mar 1997;14(3):157-60. [Medline].

[16] Delaney T, Young DC. Spontaneous versus induced labor after a previous cesarean delivery. Obstet Gynecol. Jul 2003;102(1):39-44. [Medline].

[17] Landon MB, Hauth JC, Leveno KJ, et al. Maternal and perinatal outcomes associated with a trial of labor after prior cesarean delivery. N Engl J Med. Dec 16 2004;351(25):2581-9. [Medline].

[18] Zelop CM, Shipp TD, Repke JT, et al. Effect of previous vaginal delivery on the risk of uterine rupture during a subsequent trial of labor. Am J Obstet Gynecol. Nov 2000;183(5):1184-6. [Medline].

 

[19] Caughey AB, Shipp TD, Repke JT, et al. Rate of uterine rupture during a trial of labor in women with one or two prior cesarean deliveries. Am J Obstet Gynecol. Oct 1999;181(4):872-6. [Medline].

[20] Kayani SI, Alfirevic Z. Uterine rupture after induction of labour in women with previous caesarean section.BJOG. Apr 2005;112(4):451-5. [Medline].

[21] Grobman WA, Gilbert S, Landon MB, Spong CY, Leveno KJ, Rouse DJ. Outcomes of induction of labor after one prior cesarean. Obstet Gynecol. Feb 2007;109(2 Pt 1):262-9. [Medline].

[22] Mercer BM, Gilbert S, Landon MB, Spong CY, Leveno KJ, Rouse DJ, et al. Labor outcomes with increasing number of prior vaginal births after cesarean delivery. Obstet Gynecol. Feb 2008;111(2 Pt 1):285-91. [Medline].

[23] Landon MB, Hauth JC, Leveno KJ, et al. Maternal and perinatal outcomes associated with a trial of labor after prior cesarean delivery. N Engl J Med. Dec 16 2004;351(25):2581-9. [Medline].

Blanchette H, Blanchette M, McCabe J, Vincent S. Is vaginal birth after cesarean safe? Experience at a community hospital. Am J Obstet Gynecol. Jun 2001;184(7):1478-84; discussion 1484-7. [Medline].

Gregory KD, Korst LM, Cane P, et al. Vaginal birth after cesarean and uterine rupture rates in California.Obstet Gynecol. Dec 1999;94(6):985-9. [Medline].

McMahon MJ, Luther ER, Bowes WA Jr., Olshan AF. Comparison of a trial of labor with an elective second cesarean section. N Engl J Med. Sep 5 1996;335(10):689-95. [Medline].

Rageth JC, Juzi C, Grossenbacher H. Delivery after previous cesarean: a risk evaluation. Swiss Working Group of Obstetric and Gynecologic Institutions. Obstet Gynecol. Mar 1999;93(3):332-7. [Medline].