Próba porodu po cięciu cesarskim – niezbyt powszechna, ale często udana

Nowe badania na temat porodu pochwowego po cięciu cesarskim przeprowadzone w USA pokazują, że zaledwie 13% (1 na 8) kobiet po cięciu cesarskim otrzymuje szansę na urodzenie kolejnego dziecka drogami natury. Jednocześnie jednak, w  grupie tych, które podejmują próbę porodu, aż 67% z powodzeniem rodzi drogami natury.

Badania przeprowadzono na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Miały one charakter retrospektywny.  Przeanalizowano dane z ogólnokrajowej bazy żywych urodzeń (U.S Certificate of Live Birth). Obejmowały one grupę ponad 1,1 miliona kobiet będących w fizjologicznej pojedynczej donoszonej ciąży po wcześniejszym przynajmniej jednym cięciu cesarskim. Dr Kirsten Salmeen, stojąca na czele zespołu przeprowadzającego powyższe badania, mówi:

„Ogólnie, wskaźnik zakończonych sukcesem porodów drogą pochwową po cięciu cesarskim jest  wysoki. (…) Jednakże, odsetek kobiet podejmujących „próbę porodu” w tym kraju [USA] jest  bardzo, bardzo niski, w stosunku do liczby matek, których szanse na szczęśliwe rozwiązanie drogami natury są duże.”

Powody dla których poród drogami natury po cięciu cesarskim stanowi wciąż tak niewielki odsetek  wszystkich porodów po cc są złożone. Czasem ma to związek z regulaminem szpitala, czasem z wygodą lekarza prowadzącego. Sporo jest też wątpliwości wśród samych kobiet, dotyczących bezpieczeństwa oraz korzyści płynących z rodzenia naturalnie po cesarce. Dr Salmeen mówi: „Sądzę, że wiele ciężarnych, które miały wcześniej wykonane cesarskie cięcie ma przekonanie, że cesarka jest dla nich bezpieczniejsza. To mit, który należy obalać.”

Szczególnie duże szanse na poród drogami natury po cięciu cesarskim miały kobiety, które miały za sobą już jakiś poród pochwowy.

Szanse na poród drogami natury po cc zmniejszają się nieznacznie w przypadku niektórych zaburzeń zdrowotnych jak na przykład cukrzyca ciążowa. Jednak należy podkreślić, że zmniejszenie tych szans jest naprawdę niewielkie – w granicach 20%.

Źródło: http://www.obgynnews.com/specialty-focus/obstetrics/singleview-enewsletter/trial-of-labor-after-c-section-uncommon-but-often-successful.html?tx_ttnews%5BsViewPointer%5D=1

Szpitalny poród drogami natury po cc … POŚLADKOWY! (Australia)

Historia australijskiej mamy, która była wystarczająco zdeterminowana, żeby urodzić naturalnie po cesarce dziecko ułożone pośladkowo. Piękny przykład uszanowania mechanizmu porodu pośladkowego przez personel – podejście „ręce z dala od dziecka rodzącego się pośladkowo”.

Historia w oryginalnej wersji językowej oraz zdjęcia dostępne na: http://birthwithoutfearblog.com/2013/02/26/amazing-breech-vbac-fast-hospital-birth-with-pictures/.

„Moje pierwsze dwa porody były wywoływane i szybkie. Moje 3 dziecko urodziło się przez cięcie cesarskie (w styczniu 2012) z powodu ułożenia pośladkowego. Nigdy nie chciałam mieć cesarki, ale lekarze nalegali. Sama byłam gotowa na naturalny poród pośladkowy, ale lekarze nie zgadzali się, twierdzili, że nie praktykują już porodów pośladkowych drogami natury. W rezultacie, zgodziłam się na planowe cięcie. Córeczka urodziła się w 39 i 4 dniu ciąży, zdrowa i szczęśliwa – idealna. Na szczęście wszystko poszło dobrze.  Jednak wciąż żałuję, że bardziej nie starałam się o poród naturalny, bo wiem, że mogłam urodzić. Zdecydowałam, że na pewno będę rodzić naturalnie po cięciu w 4 ciąży.

10 miesięcy po urodzeniu Mili, dowiedziałam się, że znów jestem w ciąży. Termin porodu miałam na koniec lipca 2012.

Moja 4 ciąża przebiegała bezproblemowo. Nie miałam porannych mdłości ani żadnych innych przypadłości. Chcieliśmy poznać płeć dziecka – w 20 tygodniu okazało się, że to dziewczynka.  Przeprowadziliśmy się z Canberry do Nowej Południowej Walii (tak więc z miasta na wieś) niedługo przed tym, jak dowiedzieliśmy się o ciąży. Tym razem miałam więc rodzić w innym szpitalu.

W 24 tygodniu i 5 dniu ciąży zgłosiłam się do szpitala z bólami brzucha. Zdecydowano, że trzeba usnąć mi wyrostek, który pękł. To było kilka pełnych obaw dni, gdyż istniało zagrożenie przedwczesnego porodu. Przed operacją, nalegałam, aby dali mi leki steroidowe na rozwój płuc dziecka, żeby zrobić wszystko co, możliwe by ją uratować, gdyby poród nastąpił. Na szczęście operacja przebiegła bez komplikacji i szybko doszłam do siebie. Malutka pozostała w brzuszku i nie dało się zauważyć żadnych negatywnych skutków mojego zabiegu na nią. Reszta ciąży przebiegała bez problemów, a ja patrzyłam na swój rosnący brzuszek i byłam coraz bardziej podekscytowana perspektywą narodzin mojego dziecka.

W 37 tygodniu poszłam na USG mające sprawdzić ułożeniu dziecka, mimo, że kilka dni wcześniej na wizycie u lekarza była ułożona główką w dół. Co zaskakujące, przekręciła się do ułożenia pośladkowego. Nie mogłam w to uwierzyć! Myślałam jednak, że skoro kilka dni wcześniej była w ułożeniu główkowym, jeszcze się odwróci. Próbowałam zrobić kilka ćwiczeń mających dziecku pomóc się obrócić – bez specjalnego zapału, gdyż ćwiczenia te nie dały żadnego rezultatu w ciąży z Milą.

Kiedy zaszłam w ciążę, zaczęłam czytać dużo informacji i historii na temat porodów pośladkowych. Wiedziałam, że jeśli tym razem dzidziuś ułoży się znów pupą w dół, będę bardziej naciskać na poród naturalny.  Nigdy jednak nie sądziłam, że ta wiedza mi się przyda.

Spotkałam się z moim lekarzem kilka dni później i powiedziałam, że w żadnym wypadku nie zgodzę się na [planową] cesarkę. Nalegałam na poród naturalny, uważając, że cięcie jest w tym przypadku nieuzasadnione. Lekarz okazał się wspierający. Zgodził się, że z podejmowaniem decyzji poczekamy, aż rozpocznie się poród (byłam zaskoczona jego reakcją, gdyż przygotowywałam się na walkę).  Jakkolwiek, on uważał, że i tak skończę na stole operacyjnym. Kilka miesięcy wcześniej ten sam lekarz pytał mnie dlaczego miałam cesarkę z trzecim dzieckiem. Był zdziwiony, że nie pozwolono mi spróbować urodzić naturalnie, szczególnie, że miałam już za sobą dwa porody drogami natury, a moje dzieci były niezbyt duże. Obecna sytuacja była jednak o tyle inna, że byłam po cięciu cesarskim. Stąd położnik był dość ostrożny.

Podczas kolejnych kilku wizyt malutka wciąż była w ułożeniu pośladkowym. Powoli godziłam się z myślą, że się nie obróci.

W 39 tygodniu ciąży poszłam na wizytę do innego położnika (chodziłam w sumie do 2 położników, więc kiedy nadszedł czas porodu, wiedziałam, że będę znała lekarza, który będzie na dyżurze). Lekarka zbadała mnie wewnętrznie. Miałam 2 cm rozwarcia, szyjka była miękka i przygotowana do porodu. Pani doktor powiedziała, że najprawdopodobniej urodzę w tym tygodniu. Wiedziała jaki jest mój stosunek do powtórnego cięcia i że prawdopodobnie się na nie nie zgodzę. I jakkolwiek lekarze bardzo nie chcieli naturalnego porodu pośladkowego, nie mogli odmówić sprawowania opieki nade mną. Czułam się podle stawiając tę panią doktor i drugiego położnika w takiej niekomfortowej sytuacji, jednak alternatywą było pozbawienie siebie możliwości urodzenia, w taki sposób, w jakich chciałam urodzić. A to przecież moje ciało i moje dziecko. Był czwartek, 26 lipiec.

Przez poprzedni tydzień odchodził mi w niewielkich ilościach czop śluzowy. Rankiem w sobotę, 28 lipca (w 39 +6 tygodniu) odeszła mi pozostała część czopa. W mijającym tygodniu miałam także powtarzające się, trochę bolesne (może nie jakoś bardzo, ale zauważalne) skurcze przepowiadające. To zdarzało się głównie, kiedy karmiłam piersią Milę (18 miesięcy). Teraz skurcze też się pojawiały, nawet trochę częściej i bardziej bolesne, lecz wciąż nieregularne. Nie zwracałam na nie uwagi.

Położyłam się spać pół godziny po północy. Zrobiło mi się ciepło i przyjemnie w łóżku. Wtedy złapał mnie kaszel.  Jak tylko zakaszlałam, odeszły mi wody. Zupełnie się tego nie spodziewałam! Przez następne 20 minut usiłowałam dodzwonić się do naszego szpitala. Kiedy wreszcie mi się to udało, położna (Susan) poinformowała mnie, że ponieważ jest weekend a dziecko jest w ułożeniu pośladkowym, musimy jechać do szpitala Orange Base. Nasz lokalny szpital nie dysponował w tamtym momencie zespołem operacyjnym, a chcieli mieć takie wsparcie na wypadek, gdy wystąpiły jakieś komplikacje. Szpital Orange Base był oddalony od nas o ponad godzinę drogi i nie za bardzo uśmiechało nam się tyle jechać, ale nie mieliśmy wyboru.

Kiedy odłożyłam słuchawkę (przed godziną 1 w nocy), zaczęłam odczuwać bolesne skurcze. Były co 5 minut i trwały ponad minutę. To dało mi nadzieję, że ten poród może się udać, gdyż przy moje poprzednie porody zawsze musiały być wywoływane.

Około 1.20 przyjechała moja mama. Zauważyła, że mam skurcze. Zasugerowała, żebyśmy zadzwonili po karetkę i pojechali nią do szpitala, gdyż  Lach (mój mąż) nie czuł się zbyt dobrze (przez ostatni tydzień miał potworną grypę), a moje poprzednie porody drogami natury były szybkie, więc lepiej nie ryzykować rodzenia w samochodzie. Tak więc mama zadzwoniła po ambulans. Ja klęczałam na łóżku na czworakach. Martwiłam się możliwością wypadnięcia pępowiny, bo nie wiedziałam czy dzidzia wstawiła się już pupą w miednicę. Miałam ogromną ochotę wstać i iść pod prysznic, ale nie chciałam ryzykować stawiania się do pionu, co mogłoby skutkować wypadnięciem pępowiny.

Karetka przyjechała około 1.40.  Sanitariusz powiedział, że najpierw musimy pojechać do lokalnego szpitala. Czułam się z tym niezręcznie, bo przecież poinformowano mnie, że mam jechać prosto do Orange Base, ale sanitariusz twierdził, że taki jest regulamin. Po drodze miała jeden albo dwa skurcze, i wcale nie uśmiechało mi się jechać w ten sposób aż do Orange Base. Jeszcze w karetce założono mi wenflon, na wypadek, gdybym potrzebowała płynów dożylnych, itd.

O 2 w nocy, jadąc szpitalnym korytarzem na porodówkę, miałam kolejny skurcz (leżałam an plecach, AU!). Przyszła moja położna Susan. Musiałam poczekać na dyżurnego lekarza. Kiedy pani doktor przyszła i mnie zbadała, okazało się, że mam rozwarcie na 8 cm! Nie mogłam w to uwierzyć! Właśnie takiego porodu chciałam odkąd dowiedziałam się, że dzidzia jest w ułożeniu pośladkowym, gdyż obaj położnicy, do których chodziłam powiedzieli, że jeśli przyjadę do szpitala z 7-8 cm rozwarciem, nie będą mieli nic przeciwko naturalnemu porodowi pośladkowemu. Tak więc, po badaniu wewnętrznym moja pani doktor powiedziała, że nigdzie nie jadę (JUPI!).

Lekarka i położna wytłumaczyły mi jak będzie wyglądał ten poród. Rozmawiałam wcześniej z panią doktor na ten temat, więc co nieco wiedziałam. Powiedziano mi, że kiedy będę już miała pełne rozwarcie i skurcze parte, będę musiała położyć się na łóżku, na plecach, z pupą na samym końcu łóżka. Personel przyjmie postawę „ręce z daleka”, co znaczyło, że nikt nie będzie dotykał mojego rodzącego się dziecka, aby nie odgięło ono główki będąc jeszcze w moim ciele (mogłoby to spowodować, że dziecko utknęłoby).  Susan (położna) powiedziała, że będzie jej bardzo trudno oprzeć się pokusie dotknięcia dziecka, gdyż jest przyzwyczajona to robić, przyjmując porody w ułożeniu główkowym.

Było prawie wpół do trzeciej, kiedy było już pewne, że zostaję w tym szpitalu. Poszłam pod prysznic (jak dobrze było wstać i nie leżeć na plecach!). Byłam pod prysznice 10 minut. Potem poprosiłam o gaz (używałam tej metody łagodzenia bólu przy poprzednich porodach i pomagała ona mi się odpowiednio skupić).

Niedługo zaczęłam odczuwać potrzebę parcia. Powiedziałam o tym Susan. Musiałam wyjść spod prysznica i położyć się na łóżku. Nie miałam ochoty, ale… Weszłam na łóżko i przyjęłam pozycję na czworakach. Lekarka mnie zbadała. Rozwarcie było prawie pełne. Pozostał tylko rąbek szyjki macicy, który zagradzał drogę dziecku. Pozostałam w takiej pozycji, wdychając gaz i walcząc z potrzebą parcia. Była godzina 2.45.

W końcu, około 3 miałam pełne rozwarcie. Mogłam zacząć przeć. Przekręciłam się na plecy, na pół siedząco i zaczęłam wypierać dziecko.

Po kilku minutach parcia, poczułam, że malutka obniża się. Wyszła jej pupa (zrobiła siku i kupę zaraz przed tym, jak tyłeczek się urodził). Potem wyskoczyły jej stópki. Następnie urodziła się główka i podano mi ją. Moja córeczka urodziła się o 3.13 rano (ciut ponad godzinę po przyjeździe do szpitala, po 2 godzinach porodu).

Susan chciała przeciąć pępowinę, ale przypomniałam jej, że chcę by to zrobiono dopiero, gdy przestanie tętnić, ponieważ wiedziałam, że to bardzo korzystne, by dziecko otrzymało krew łożyskową. Po chwili lekarka powiedziała, żeby przeciąć pępowinę, bo miała wątpliwości co do kondycji malutkiej. Na szczęście wszystko było ok (wiedziałam to, gdyż dzidzia była ożywiona i próbowała płakać). Lach przeciął pępowinę i córeczka została na chwilę zabrana do kącika cieplnego, gdzie udrożniono jej drogi oddechowe. Wkrótce wróciła do mnie i przyssała się do piersi.

Zachwycałam się moją malutką córeczką. Po chwili urodziłam łożysko, zbadano mnie i założono kilka szwów. Mała ważyła 3110 g i mierzyła 48 cm. Wzięłam prysznic i wszyscy troje poszliśmy do sali poporodowej trochę się przespać. Susan pozwoliła Lachowi zostać ze mną, gdyż na oddziale było bardzo spokojnie (zaleta małego szpitala).  Drzemałam i budziłam się przez kolejne kilka godzin. Potem zjadłam śniadanie i czekałam na lekarza, aby dostać wypis. O 11.30 przed południem zostałyśmy wypisane i udaliśmy się do domu przedstawić nową siostrzyczkę starszemu rodzeństwu.”

Filmik dostępny jest również z napisami w języku polskim na: http://www.amara.org/pl/videos/XlM3Qb7naipN/info/natural-breech-vbac-birth-of-remi-graphic/

Dziękuję serwisowi BirthWithouFear za zgodę na tłumaczenie i udostępnianie historii.

http://birthwithoutfearblog.com/2013/02/26/amazing-breech-vbac-fast-hospital-birth-with-pictures/

Naturalnie, w domu, do wody… po 3 cięciach cesarskich! (Wielka Brytania)

Przedstawiam Wam dzisiaj historię Brytyjki, Lisy, która urodziła naturalnie po 3 wcześniejszych cięciach cesarskich. Lisa nie tylko podzieliła się z nami swoją niesamowitą historią, ale wyraziła również chęć  kontaktu z osobami, które chciałyby porozmawiać z nią bliżej na temat tego pięknego doświadczenia, które stało się jej udziałem. Osoby zainteresowane otrzymaniem kontaktu* do Lisy proszę o  wiadomość mailową: kontakt@naturalniepocesarce.pl lub za pośrednictwem facebooka.

„W końcu zobaczyłam upragnione dwie kreski na teście ciążowym! Miałam już troje dzieci, ale po ciąży pozamacicznej, która przydarzyła mi się rok wcześniej, minęło aż 9 miesięcy zanim ponownie udało mi się zajść w ciążę. Mój mąż i ja byliśmy podekscytowani, ale niestety wiadomość ta miała też swoją ciemną stronę – wiedzieliśmy bowiem jaką bitwę będziemy musieli stoczyć o nasz poród.

Moja pierwsza córka urodziła się przez nieplanowane cięcie cesarskie wykonane „na cito” z powodu (jak wówczas wierzyłam) jakiegoś rodzaju odklejenia się łożyska. Rekonwalescencja po tej operacji nie była łatwa. Zapadłam na depresję poporodową, właśnie w związku z cesarką.

Kiedy zaszłam w ciążę z drugim dzieckiem, poprosiłam w moim lokalnym szpitalu o wsparcie mnie w próbie urodzenia tego dziecka siłami natury – w taki sposób, w jaki zawsze pragnęłam urodzić, a który niestety straciłam za pierwszym razem. Niestety, nie otrzymałam żadnego wsparcia i powiedziano mi, że jeśli chcę być przytomna przy porodzie mojego dziecka, muszę mieć kolejne cięcie cesarskie, tym razem planowane. Serce mi pękło na taką wiadomość, ale ze względu na to, że miałam poprzednio ogólne znieczulenie i była to tak nagła sytuacja, czułam, że nie mam wyboru. Moja druga córka urodziła się więc [przez cięcie], a ja byłam przytomna, co było wspaniałe, ale ciągle czułam, że tracę coś jako kobieta i jako matka nie mając możliwości nawet spróbować URODZIĆ dziecka.

Niedługo po tym, jak zaszłam w ciążę z moim synem, ponownie poszłam do mojego lokalnego szpitala poprosić o wsparcie mnie w próbie naturalnego porodu po dwóch cesarkach. Przyjęto mnie tym razem jeszcze gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. Powiedziano mi, że po pierwsze będę musiała mieć kolejną cesarkę, a po drugie muszę zostać wysterylizowana! Nie zgodziłam się na sterylizację, co zostało opatrzone komentarzem: „Nie uważa Pani, że troje dzieci wystarczy?”. A jeśli chodzi o próbę rodzenia naturalnie po dwóch cesarkach, mój lekarz powiedział mi bez ogródek: „jeśli chce Pani zabić siebie i swoje dziecko – to Pani wybór!”. Oczywiście, słysząc coś takiego, umówiłam termin kolejnej cesarki. (Powiedziano mi także, że podczas poprzedniego porodu straciłam dużo krwi (500ml), więc teraz byłam w grupie podwyższonego ryzyka, jeśli chodzi o krwotok. Ponadto, z dyskusji z moim lekarzem wynikło to, iż nie mógł się on dopatrzeć [w dokumentacji] żadnego dowodu na odklejenie łożyska w moim pierwszym porodzie.)

Tak więc, po wszystkich tych przejściach, oczekiwaliśmy na dziecko nr 4. Po dogłębnym zbadaniu tematu, nabrałam przekonania, że próba porodu siłami natury po 3 cięciach cesarskich, odbywająca się po czujnym nadzorem, jest opcją bezpieczną. Musiałam tylko znaleźć lekarza lub położną z odpowiednim doświadczeniem i chęcią wspierania mnie w mojej decyzji. Oczywiście wybrałam się najpierw do mojego szpitala, lecz ponownie spotkałam się z absolutną paniką w oczach pracowników tego ośrodka na samą myśl o porodzie siłami natury po 3 cc. Musiałam sama przemyśleć sobie: czy moja macica może pęknąć na samą myśl o porodzie? Jakie dokładnie jest ryzyko w moim przypadku i na ile jest ono porównywalne z ryzykiem związanym z czwartym cięciem cesarskim? Studiując w dalszym ciągu dogłębnie te tematy, poznałam doulę, która sama urodziła naturalnie po trzech cięciach cesarskich, a następnie wpadłam na informacje o Niezależnych Położnych. Zapoznałam się z jedną z takich położnych, która wyspecjalizowała się z porodach drogami natury po cc po jej własnym VBACu w szpitalu. Przyjrzała się historiom moich poprzednich ciąż i porodów. Dokładnie przedyskutowałyśmy wszystkie aspekty tych porodów, aby móc ocenić czynniki ryzyka w moim przypadku i zadecydować czy istnieje jakakolwiek szansa, abym bezpiecznie podjęła próbę porodu siłami natury po 3 cc oraz gdzie taki poród miałby się odbywać. Położna nie znalazła niczego, co kwalifikowałoby mnie jako przypadek wysokiego ryzyka, poza 3 poprzednimi cięciami. Wtedy zapytaliśmy ją z mężem czy podejmie się asystowania przy moim porodzie i, dzięki Bogu, zgodziła się. Moi marzeniem było urodzić w domu do wody – położna oczywiście nie mogła mi tego zagwarantować, ale powiedziała, że nie ma powodów, aby nie planować takiej opcji. Oglądałam wcześniej zakończony sukcesem domowy poród Melanie po 4 cięciach cesarskich (2008), przy którym asystowała moja położna.  [Obejrzyj ten filmik z polskimi napisami: http://www.amara.org/en/videos/Yy2vxduWza7h/info/a-hba4c-a-mothers-story-to-vbac-at-home-after-four-ceasarean-sections/] Pomyślałam więc sobie: jeśli Melanie mogła to zrobić, ja też MOGĘ! Zabrałam się za organizowanie swojego zespołu do porodu.

Moja położna skontaktowała się z moim lekarzem w lokalnym szpitalu, aby powiadomić go o naszych zamiarach. Wyjaśniła, że wiem jakie ryzyko podejmuję i robię to świadomie. Doktor uszanował naszą decyzję rodzenia w domu i zgodził się nas wspierać. Powiedział też, że możemy na niego liczyć, jeśli zaistniałaby potrzeba skorzystania z jego pomocy. Ulżyło mi – nie musiałam już dłużej walczyć. Mogłam cieszyć się ciążą i przygotowywać się do porodu.

Moja ciąża przebiegała bez komplikacji. Termin porodu minął bez echa i …nagle byłam w 42 tygodniu ciąży. Umówiłam się więc na wizytę u lekarza (wypadała dniu  w 42 tygodniu i 3 dniu ciąży), aby porozmawiać o moich opcjach w tej sytuacji. Czułam, że moje marzenia stają się coraz mniej realne. Położna podtrzymywała mnie na duchu i mówiła, bym ufała swojemu ciału, gdyż wszystko idzie w dobrym kierunku. Po dwóch nocach fałszywego porodu, moje ciało zaczęło rodzić – dziwnym zbiegiem okoliczności, była to noc przed umówioną wizytą u mojego lekarza!

Kiedy skurcze były już co pięć minut poprosiłam męża by zadzwonił po położną. Jeszcze nigdy nie czuliśmy takiej ulgi na niczyj widok! Do tego momentu nastawiłam się już, że pojadę do szpitala, jeśli okaże się, że nie ma postępu – musiałam się tego dowiedzieć. Po badaniu wewnętrznym okazało się, że mam rozwarcie na 7 cm!! Moja położna oznajmiła: „odwołajmy tę wizytę u lekarza i urodźmy dzisiaj to dziecko w domu”!!! Jakież było wówczas moje podekscytowanie. Byłam w basenie, w moim salonie, z moim mężem, dwoma położnymi i moją doulą – z całym zespołem, z ludźmi, którym ufałam, w otoczeniu, która znałam i gdzie czułam się komfortowo. Będąc w basenie, otoczona świecami, słowami zachęty i wsparcia, poród postępował szybko i zanim się spostrzegłam poczułam potrzebę parcia. Zawsze zastanawiałam się jak to będzie i czy będę widziała kiedy przeć. Odpowiedź brzmiała: tak. Wiedziałam i moje ciało nie potrzebowało żadnej zachęty – wiedziało dokładnie co ma robić. Wkrótce moja córeczka pojawiła się na świecie – urodziłam ją własnymi siłami, w basenie i podniosłam ją do mojej piersi. Moja piękna córeczka leżała w moich ramionach, urodzona w sposób, o którym zawsze marzyłam, całkowicie naturalnie.

Jako kobieta i jako matka czuję się teraz spełniona i  będę dozgonnie wdzięczna mojej Niezależnej Położnej za wiarę we mnie i wsparcie, które pomogło mi spełnić moje marzenie. Teraz czuję się tak mocna, że mogę poradzić sobie ze wszystkim. Poród pochwowy po kilku cięciach cesarskich nie musi być procesem wymagającym kierowania nim na każdym kroku ze względu na ryzyko, którego właściwie nie da się precyzyjnie ocenić (ponieważ nie ma wystarczająco dużej ilości kobiet, którym dano szansę spróbować urodzić naturalnie po kilku cc). Ale proszę dodajcie mnie do grupy tych szczęśliwych mam, które tę szansę otrzymały!”

Lisa

*Jeśli chcesz skontaktować się z Lisą, ale barierą jest dla Ciebie język, służę pomocą:)

Makrosomia i niewspółmierność główkowo-miednicowa

Czytając badania porównujące bezpieczeństwo porodu drogami po cięciu cesarskim i powtórnego planowego cięcia cesarskiego (zobacz poprzedni wpis) zwróciłam szczególną uwagę na kwestie wskazań do kolejnego cięcia (a tym samym dyskwalifikację do porodu drogami natury po cc). Przytaczane badania zdawały się potwierdzać, to co z łatwością można zaobserwować w historiach porodowych wielu kobiet – niezwykle częste diagnozowanie makrosomii i niewspółmierności  matczyno-płodowej, skutkującej rozwiązaniem ciąży przez cięcie cesarskie.   Czy naprawdę tak wiele współczesnych kobiet ma zbyt duże dzieci lub zbyt małe miednice, aby móc rodzić, tak jak rodziły ich prababki? Poniżej przedstawiam fragmenty kilku opracowań, dotyczące problemu makrosomii i niewspółmierności porodowej.

Autorzy omawianego w poprzednim poście polskiego opracowania zatytułowanego „Poród po cięciu cesarskim – kiedy należy się obawiać?” piszą o makrosomii w następujący sposób: „błędne rozpoznanie makrosomii prowadzi do wzrostu odsetka cięć cesarskich. Decyzja dotycząca drogi porodu podejmowana jest na podstawie szacowanej masy płodu za pomocą badania klinicznego i ultrasonograficznego. Wśród obrazowych metod diagnostycznych największe znaczenie dla oceny masy płodu przypisywane jest badaniu ultrasonograficznemu. Żadna z wyżej wymienionych metod nie charakteryzuje się większą dokładnością w porównaniu z innymi i wszystkie są obarczone 8-10% błędu. Alsulyman i wsp. donoszą, iż błąd pomiaru szacowanej masy płodu w USG według wzoru Hadlocka wynosi 13% przy EFW większym niż 4000 g oraz 8% w przypadku płodów bez makrosomii. W pracy z 2006 roku stwierdziliśmy, że u pacjentek po przebytym cięciu cesarskim istnieje tendencja do zawyżania szacowanej masy płodu, co powoduje łatwiejsze podejmowanie decyzji o wykonaniu ponownego cięcia cesarskiego.”

Po drugie, istnieją badania (i przykłady z życia wzięte), że tzw. duże dzieci też można bezpiecznie urodzić po wcześniejszym cc.  Znów zacytuję treść pracy „Poród po cięciu cesarskim – kiedy należy się obawiać?”: „Zelop i wsp. dokonując oceny przebiegu porodu siłami natury dzieci  z urodzeniową masą ciała przewyższającą 4000 g u 365 kobiet, które przebyły uprzednio cięcie cesarskie, zanotowali sukces u 60% z nich, bez zwiększenia chorobowości matki i dziecka oraz bez wzrostu ryzyka pęknięcia macicy. Podobne wyniki przedstawili w swoich pracach Flamm i Goings (58% kobiet urodziło siłami natury) oraz Phelan i wsp. (67%).”

O problemie niewspółmierności ciekawie pisze słynna amerykańska położna Ina May Gaskin w książce „Poród naturalny” (s.187-188):

„Jedną z najbardziej bezsensownych diagnoz w położnictwie jest CPD (ang. cephalo-pelvic disproportion) – termin (…) mówiący o tym, że dziecko jest zbyt duże, żeby przejść przez matczyną miednicę. Wskaźnik CPD znacznie różni się w zależności od szpitala i kraju. Z moimi partnerkami z powodzeniem przyjęłyśmy wiele porodów drogą pochwową kobiet, u których wcześniej zdiagnozowano CPD. (zob. historię Diany, s.69)

W nielicznych, ekstremalnych przypadkach, zbyt duże dysproporcje w rozmiarach rzeczywiście uniemożliwiają naturalny poród drogą pochwową.  Tego typu problemy występowały dużo częściej w dziewiętnastym wieku, kiedy to wiele kobiet miało miednice zdeformowane z powodu krzywicy. (W krajach rozwiniętych niewiele kobiet cierpi na krzywicę)”

W przytaczanej przez Inę May historii kobiety o imieniu Diana, dwoje starszych dzieci urodzonych w drodze cięcia cesarskiego ważyło odpowiednio 4870g i 5240g, natomiast  trzecie dziecko, które przyszło na świat siłami natury ważyło 5050g, a obwód jego główki wynosił 38,1cm.

O niewspółmierności porodowej traktuje też dr Preeti Agrawal w książce „Odkrywam macierzyństwo”:

„Występują względne wskazania do cc, ale mają one dyskusyjny charakter. Oto one:
1. Niewspółmierność porodowa (…) Pojęcie to jest nieprecyzyjne, ponieważ dopasowanie główki dziecka i matczynej miednicy zależy w dużym stopniu od dokładnego położenia główki i od tego, jak przemieszcza się ona w czasie porodu. Do stwierdzenia niewspółmierności dochodzi najczęściej w warunkach szpitalnych, gdzie kobieta rodzi w pozycji leżącej.
2. Stan zagrożenia płodu. Jest to pojęcie nieokreślone. Zwykle ma związek z brakiem postępu porodu lub z niewspółmiernością porodową. Właściwie trudno jest rozróżnić brak postępu porodu, niewspółmierność porodową i zagrożenie płodu. Wszystkie te diagnozy związane są z niefizjologicznymi pozycjami porodowymi, do przyjęcia których kobiety są zmuszane w naszych warunkach szpitalnych.”

Poniżej zamieszczam również interesujący materiał video pochodzący z International Cesarean Awareness Network (ICAN) zatytułowany „Poddaj w wątpliwość niewspółmierność porodową” [źródło oryginału: http://www.youtube.com/watch?v=roFVkDV45MM]

Porównanie VBAC i planowego powtórnego CC

Znalazłam bardzo ciekawe polskie opracowanie dotyczące porodu pochwowego po cięciu cesarskim. Porównywano w nim ten rodzaj porodu i elektywne powtórne cięcie cesarskie. Poniżej przedstawiam krótkie streszczenie niektórych fragmentów powyższego opracowania. Całość: http://www.ptmp.pl/kliniczna/tom43-4/KPG_434-4.pdf

Kogo badano?

Analizą objęto 591 pacjentek po przebytym cięciu cesarskim, które urodziły w II Klinice Położnictwa i Ginekologii AM w Warszawie w okresie od 1. 01. 2005 do 1. 05.2007 oraz ich dzieci. Ponownie drogą cięcia cesarskiego urodziło 57,7%, a drogą pochwową 42,3% kobiet.

 Jest to, wskaźnik wciąż mniejszy niż podawane w opracowaniach zagranicznych wartości 80% czy nawet 90%, ale i tak wyższy niż podawane w wielu gabinetach położniczych szanse na VBAC w granicach 5 – 10%. Sami autorzy opracowania odnoszą się do tej kwestii w następujący sposób:

Odsetek pomyślnego ukończenia porodu siłami natury po przebytym cięciu cesarskim waha się od 50 do 85% według piśmiennictwa światowego . W naszym materiale 42,3% pacjentek po cięciu cesarskim urodziło drogami natury. Wskaźnik ten w naszym ośrodku jest nieco niższy ze względu na profil pacjentek,  które otaczamy opieką, przede wszystkim z powodu dużego odsetka ciąż powikłanych i wysokiego ryzyka. 12,5% cięć cesarskich było ponownie wykonanych ze względu na choroby matki będące przeciwwskazaniem do porodu fizjologicznego (wskazania okulistyczne, ortopedyczne i tym podobne).

Cel  analizy: próba odpowiedzi na pytanie, która droga porodu – siłami natury czy elektywne cięcie cesarskie jest bardziej bezpieczna dla pacjentek po przebytym cięciu cesarskim i ich dzieci.

Najczęstsze wskazania do cięcia cesarskiego

Najczęstsze wskazania do pierwszego cięcia:

  1. zagrażająca wewnątrzmaciczna zamartwica płodu
  2. brak postępu porodu w I i II okresie porodu
  3. niewspółmierność porodowa[1]

Najczęstsze wskazania do kolejnego cięcia:

  1. niewspółmierność porodowa (40,2%)
  2. zagrażająca wewnątrzmaciczna zamartwica płodu (17,8%)
  3. brak postępu w I i II okresie porodu (6,7%)

Wskazania do cięcia cesarskiego i ich powtarzalność

Wskazanie do cc przy pierwszym porodzie Procent kobiet, które rodziły ponownie przez cc Wskazania do ponownego cc
Brak postępu porodu 53,2%
  1. niewspółmierność porodowa

* Tylko 7,9% (11 na 139) pacjentek z tej grupy zakończyła ciążę poprzez cięcie cesarskie z

tego samego powodu (brak postępu porodu)

Zagrażająca wewnątrzmaciczna zamartwica płodu 54,6%
  1. niewspółmierność porodowa (37,4%)
  2. zagrażająca wewnątrzmaciczna zamartwica płodu (25,2%)
Niewspółmierność porodowa 54,7%
  1. niewspółmierność porodowa (61,1%)

Okołoporodowa utrata krwi

W opracowaniu czytamy: „Analizując okołoporodową utratę krwi stwierdzono, iż podczas kolejnego cięcia cesarskiego pacjentki tracą znamiennie więcej krwi w porównaniu do porodu siłami natury i porodu zabiegowego”.

Powikłania okołoporodowe

 „Wśród pacjentek, które rodziły drogami natury około połowa nie miała żadnych powikłań. Ponad dwie trzecie kobiet, które urodziły drogą cięcia cesarskiego nie miało komplikacji, jednakże powikłania, które wystąpiły były znacznie poważniejsze i częściej stanowiły zagrożenie dla życia pacjentki – w trzech przypadkach doszło do urazów innych narządów, w czterech przypadkach wystąpiły krwiaki powłok, a czterem pacjentkom usunięto macicę. Powyższych powikłań nie obserwowano podczas i po porodach drogą pochwową.”

„Krwotok z powodu atonii macicy wystąpił trzy razy częściej u pacjentek rozwiązanych cięciem cesarskim. Niedokrwistość poporodowa występowała z równą częstością u pacjentek po porodzie siłami natury i po cięciu cesarskim, ale u kobiet po porodzie zabiegowym drogą pochwową dwa razy częściej.”

„Rozejście macicy w bliźnie rozpoznano u 15 pacjentek, z czego pięć urodziło drogami natury i nie wymagało interwencji z tego powodu. Dziesięć kobiet z rozejściem blizny urodziło drogą cięcia cesarskiego, przy czym tylko u jednej z nich rozpoznano to podczas próby porodu drogami natury (inne miały wykonane cięcie z innych powodów) i wymagała ona usunięcia macicy.”

Inne kwestie poruszane w niniejszym opracowaniu dotyczą m.in.  stanu noworodków po cięciu cesarskim w zależności od przyczyn i czasu jego wykonania. Przeczytaj całość na http://www.ptmp.pl/kliniczna/tom43-4/KPG_434-4.pdf


[1] Niewspółmierność porodowa, czyli inaczej miednicowo-główkowa, polega na tym, że miednica ciężarnej kobiety jest zbyt mała w stosunku do główki dziecka, co uniemożliwia poród drogami naturalnymi. Jest to bezwzględne wskazanie do cesarskiego cięcia. Przyczyną niewspółmierności porodowej może być mała macica, duże rozmiary płodu lub współwystępowanie obu tych czynników. Niekiedy przyczyną problemu są choroby i dolegliwości, które zniekształcają kości miednicy, jak na przykład krzywica czy złamania.

Domowy VBAC i poród po więcej niż jednym cięciu – jak to jest w Polsce?

Dlaczego w Polsce kobiety po cięciu cesarskim są dyskwalifikowane jako kandydatki do porodów domowych? Czy może jednak można urodzić po cesarce w zaciszu własnych czterech kątów? A jak jest z porodami po więcej niż jednym cięciu? Na pytania odpowiada pani Katarzyna Oleś, położna i i prezeska stowarzyszenia Niezależna Inicjatywa Rodziców i Położnych „Dobrze Urodzeni”.

Dlaczego w Polsce kobiety po cięciu cesarskim nie mają możliwości rodzenia kolejnego dziecka w domu (choć w innych krajach, np. w USA, z powodzeniem ma to miejsce)?

Odpowiedź jest prosta: poród po cc nie jest w Polsce (zresztą nie tylko w Polsce, w Holandii np. też) uznawany za poród fizjologiczny, a położne mogą zgodnie z prawem przyjmować samodzielnie jedynie porody fizjologiczne. Nie jest to więc kwestia tego, co myślimy o bezpieczeństwie VBAC tylko innego rodzaju ryzyka jakie ponosimy decydując się na towarzyszenie kobiecie po cc w domu. Pewnie każda z nas przyjęła kiedyś taki poród, większość z nas uważa, że nasz sposób opieki podczas porodu jest bezpieczniejszy dla matki i dziecka niż to, co robi się w przeciętnym szpitalu, jednak stowarzyszone w Dobrze Urodzonych położne niezależne podjęły decyzję o przestrzeganiu ustaleń prawnych. Wiemy, że w pewnym sensie oznacza to dla niektórych kobiet rezygnację z marzeń – jednak uważamy, że w tej chwili nie jest to czas na podejmowanie takich wyzwań. Porody domowe w Polsce są na cenzurowanym,  wiele osób miałoby chęć ich zakazać. Nie są to bynajmniej czcze pogróżki, wszystkie widziałyśmy jak doprowadzono do zamknięcia ostatniej w Polsce izby porodowej w Lędzinach (pomimo dużych protestów społecznych) – używając rozwiązań prawnych. Dlatego staramy się pracować zgodnie z przepisami, między innymi bardzo starannie przestrzegając zasad kwalifikacji do porodu domowego. Dzięki temu mamy mocne argumenty w dyskusji o bezpieczeństwie porodu domowego i o naszym profesjonalizmie. Są efekty takiej polityki – w tej chwili w Polsce porody domowe oraz samodzielność położnych mają się najlepiej ze wszystkich krajów byłego bloku socjalistycznego oraz wielu innych państw europejskich. Jest to efekt wielu lat ciężkiej pracy w tym kierunku, budowania naszej wiarygodności . Wiem, o czym mówię, bo biorę w tym udział od ponad 20 lat. Dlatego też, nie chcąc zaprzepaścić tego, co już mamy odkładamy na razie na bok nasze osobiste przekonania czy chęci matek po cc. Dodatkowym problemem jest bardzo marna współpraca między szpitalami a położnymi domowymi – z jakich względów, nietrudno się domyślić. Stwarza to poważne niebezpieczeństwo w razie konieczności ukończenia porodu w szpitalu, co należy brać pod uwagę szczególnie podczas VBAC. Dopóki nie dopracujemy się systemowych rozwiązań w tej sprawie trudno myśleć o zmianie decyzji.

Czy więc porody domowe po cc w ogóle się w naszym kraju zdarzają?

Owszem, jest w Polsce kilka położnych, które podejmują się prowadzenia VBAC w domu, jesteśmy jednak dalekie od promowania ich działań ze względów, które już przedstawiłam.

Czy zna Pani przypadki porodów naturalnych po więcej niż 1 cięciu w Polsce? Czy taki poród jest niebezpieczny?

Znam przypadki porodów naturalnych po dwu cc w Polsce. Ryzyko jest porównywalne z porodem siłami natury po 1cc, ale wiele zależy od sposobu prowadzenia porodu (przede wszystkim unikania jego indukcji i pospieszania) i od wywiadu położniczego, sądzę więc, że każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie.

 

Biorę poród w swoje ręce

Często jest tak, że kiedy kobiety stają  przed perspektywą porodu, stają się całkowicie bierne, zależne i przyjmują nastawienie: „róbcie ze mną, co chcecie”. Nie chcą przyjmować odpowiedzialności za siebie, swoje doświadczenie i swoje dziecko. Często ma to skutki w postaci traumatycznego przeżycia porodowego. Tymczasem, to jak wygląda poród w dużej mierze zależy od samej kobiety – od jej nastawienia, przygotowania, świadomości swoich praw. Dlatego zachęcam do zapoznania się z projektem: Mój poród – biorę poród w swoje ręce.

10 znaków świadczących o tym, że twój lekarz planuje zrobić Ci niepotrzebne cesarskie cięcie

Cięcie cesarskie jest w wielu przypadkach operacją ratującą zdrowie i życie dziecka i/lub matki. Jednakże trudno uwierzyć, że odsetek cesarek przekraczający 30%wszystkich porodów jest odzwierciedleniem wyłącznie tych komplikacji ciążowych lub porodowych, które bezwzględnie wymagają operacyjnego rozwiązania. Z jednej strony procent ten jest wynikiem zwiększającej się liczby tzw. cięć na życzenie. Z drugiej jednak strony, rośnie grupa kobiet, które pragnęły urodzić swoje dziecko drogami natury, lecz  ich poród zakończył się cesarką. Czy wszystkie te przypadki stanowiły bezwzględne wskazania do cięcia? Poszukujących odpowiedzi zapraszam do zapoznania się z poniższym artykułem.

 

10 znaków świadczących o tym, że twój lekarz planuje zrobić Ci niepotrzebne cesarskie cięcie.

1. Przychodzi na izbę przyjęć po godzinach pracy i mówi „Wydaje mi się, że to dziecko się nie zmieści”!
2. Trzeci trymestr, rutynowa wizyta kontrolna: „Wydaje się, że dziecko będzie duże. Powinna Pani zdecydować się na cesarkę” – czy wiesz, że ACOG ma bardzo szczegółowe wytyczne dotyczące tego, kiedy powinno się zaproponować kobiecie wybór cesarskiego cięcia w związku z MAKROSOMIĄ płodu (wymyślna nazwa na duże dziecko). „Profilaktyczny poród przez cesarskie cięcie może być brany pod uwagę przy spodziewanej makrosomii płodu przy wadze dziecka wynoszącej 5kg dla kobiet zdrowych i 4,5 kg dla kobiet z cukrzycą ciążową”.

Chcesz przeczytać więcej? Wejdź na:  http://gdzierodzic.info/artykul/44

* A dla mam planujących VBAC dodałabym jeszcze:

12. „Szanse, że uda urodzić się naturalnie to jakieś 10%. Mogę wypisać skierowanie na powtórne cięcie cesarskie” .  Cóż, statystyki pokazują zgoła co innego – szanse od 50% do 95%. Zobacz:  Argumenty za porodem drogami natury po cc i Poród naturalny po cięciu cesarskim – czy jest możliwy?.

Argumenty za porodem drogami natury po cc

Henci Goer i  Amy Romano opublikowały niedawno ich długo wyczekiwaną książkę Optimal Care in Childbirth: The Case for a Physiologic Approach. Ich badania, oparte na najlepszych dostępnych dowodach, przedstawiają argumenty za porodem drogami natury po cięciu cesarskim.

Największą wartością ich książki jest to, iż autorki wybrały wysokiej jakości opracowania porównujące ryzyko związane z powtórnym cięciem cesarskim z wyboru (nie uzasadnionym żadną inną medyczną koniecznością niż stan po cięciu) a porodem drogami natury po cc (VBAC). optimalbook1-225x300

Kto jest odpowiednim kandydatem do porodu drogami natury po uprzednim cięciu cesarskim?

Ponad 95% kobiet , które w przeszłości miały cięcie cesarskie, może urodzić drogami natury bez jakichkolwiek problemów z blizną na macicy. Ta grupa obejmuje:

  • Kobiety po więcej niż jednym cięciu cesarskim;
  • Kobiety z jednowarstwowym szwem ciągłym na macicy;
  • Kobiety z blizną poprzeczną w dole brzucha;
  • Kobiety, których poprzednia ciąża została rozwiązana cięciem przed terminem;
  • Kobiety, u których jest krótka przerwa między porodem operacyjnym a kolejnym porodem (< 18 miesięcy od poprzedniego porodu cc);
  • Kobiety zostające matkami w późniejszym wieku;
  • Kobiety , u których przewiduje się dzieci o cechach makrosomicznych (< 4000 g);
  • Kobiety, których ciąża jest „po terminie”.

Jaka jest szansa, że kobieta, która chce rodzić po cesarce, osiągnie swój cel?

Przeciętnie porody VBAC kończą się sukcesem w 74% [ realia USA], ale duże znaczenie ma opieka, jaką otrzymuje kobieta podczas porodu.  W systemie standardowej opieki szpitalnej odsetek porodów VBAC  zakończonych sukcesem u kobiet, które nie rodziły wcześniej drogami natury, wynosi od 61% do 72%. Jeśli zaś kobieta otoczona jest opieką wspierającą fizjologiczny proces porodu, 81% kobiet podejmujących „próbę porodu”, rodzi drogami natury.

Większość kobiet po uprzednio przebytym cięciu cesarskim może urodzić drogami natury, łącznie z kobietami, które:

  • miały więcej niż jedną cesarkę;
  • miały wcześniejszą cesarkę z któregoś z poniższych powodów:

– dystocja (brak postępu porodu)

– makrosomia (dziecko ważące ponad 4000g)

– macierzyństwo w późniejszym wieku

–  wysoki indeks BMI

– ciąża przeterminowana.

Jest bardziej prawdopodobne, że kobieta urodzi drogami natury po cc, jeśli:

  • rodziła już drogami natury (przed albo po cesarce);
  • poród rozpocznie się spontanicznie; jedną z przyczyn dla których kobiety otyłe, noszące duże dzieci i będące po terminie częściej rodzą przez powtórne cięcie cesarskie jest to, iż u nich częściej wywołuje się poród; [ w tym miejscu warto dodać, iż w Polsce raczej nie praktykuje się sztucznego wywoływania porodu (np. przez podanie oksytocyny) u kobiet po cięciu cesarskim]
  • otoczona jest opieką wspierającą fizjologiczny przebieg porodu z minimalną ilością interwencji medycznych.

Przy zapewnieniu odpowiedniej opieki, ryzyko pęknięcia blizny na macicy może wynosić zaledwie 0,5% czyli 1 na 200 kobiet podejmujących „próbę porodu”.

Prawdopodobieństwo symptomatycznego rozejścia się blizny podczas porodu jest niezależne od typu opieki zapewnianej kobietom zarówno podczas operacji cesarskiego cięcia jak i podczas porodu po cc. Aby zmniejszyć ryzyko pęknięcia blizny na macicy:

  • Lekarze wykonujący cięcie cesarskie powinni stosować dwu- a nie jednowarstwowe szycie macicy;
  • Powinno unikać się syntetycznego wywoływania i wspomagania porodu; [wg mojej wiedzy, ten punkt jest dość restrykcyjnie przestrzegany w Polsce]
  • Lek Misoprostol nie powinien być stosowany;
  • Nie powinno podawać się oksytocyny kobietom, których szyjka macicy nie jest dojrzała;
  • Kobiety, który podaje się preparaty przyspieszające dojrzewanie szyjki macicy przed indukcją porodu, powinny mieć przynajmniej 40 godzin, aby proces ten mógł mieć miejsce;
  • Poród nie powinien sztucznie wspomagany do czasu, aż główka dziecka wstawi się w miednicę i rozwarcie wynosi przynajmniej 3 cm;
  • Powinno minąć co najmniej 12 godzin pomiędzy poszczególnymi dawkami prostaglandyny E2 podawanej w celu przyspieszenia dojrzewania szyjki macicy i wywołania porodu;
  • Kobietom po więcej niż jednym cesarskim cięciu nie powinno się w ogóle podawać prostaglandyny E2;
  • Należy odczekać co najmniej 40 minut przed zwiększeniem dawki oksytocyny.

Nie ma dowodów, że poniższe praktyki przynoszą jakiekolwiek korzyści, mogą natomiast być szkodliwe.

  • Wczesne przyjęcie na oddział porodowy;
  • Rutynowe dożylne podawanie płynów;
  • Stosowanie wewnątrzmacicznego cewnika mierzącego ciśnienie wewnątrz macicy;
  • Zakaz jedzenia i picia na oddziale porodowym;
  • Ustalanie limitu czasu, w którym kobieta powinna osiągnąć pełne rozwarcie i urodzić dziecko;
  • Manualne badanie w macicy w celu upewnienia się czy blizna po cesarce nie rozeszła się.

Jednakże, elektroniczne monitorowanie płodu za pomocą KTG jest wiarygodnym indykatorem pęknięcia blizny pooperacyjnej na macicy. W ponad 90% przypadków pęknięcie blizny jest wykrywane na podstawie wykraczającego poza normę zapisu KTG (bradykardia).

Jakie są korzyści z naturalnego porodu po cc?

Uniknięcie zagrożeń związanych z kolejnymi porodami operacyjnymi.

Kolejne cięcia cesarskie zwiększają prawdopodobieństwo:

  • wystąpienia łożyska przodującego, łożyska wrośniętego i kombinacji obu tych komplikacji;
  • obfitego krwawienia;
  • histerektomii (usunięcia macicy);
  • leczenia matki  na oddziale intensywnej terapii;
  • problemów matki z oddychaniem;
  • tromboembolizmu (zakrzepicy);
  • niedrożności jelit;
  • urazów chirurgicznych;
  • zrostów.

Z kolei, urodzenie dziecka drogami natury po cięciu cesarskim zmniejsza ryzyko pęknięcia macicy podczas kolejnych takich porodów.

Zagrożenia dla dziecka, jakie niosą ze sobą kolejne cięcia cesarskie:

  • poród przedwczesny i inne komplikacje;
  • trudności z oddychaniem;
  • konieczność leczenia na oddziale intensywnej terapii noworodka.

Ryzyko związane z ponownym cięciem cesarskim a ryzyko związane z naturalnym porodem po cc:

Ponowne cięcie cesarskie nieznaczenie zwiększa( o 0,021%) ryzyko śmierci matki.

Ryzyko śmierci dziecka w okresie okołoporodowym (t.j. podczas lub do kilku dni po porodzie) jest o 0,04% większe w przypadku VBAC niż w przypadku planowanej powtórnej cesarki. Jednakże, badania dotyczące śmierci dziecka w okresie noworodkowym (t.j. w ciągu pierwszych czterech tygodni po porodzie) są niespójne. Jedno badanie wykazało 11 zgonów noworodków na 10 000 porodów drogami natury po cc, w porównaniu do 5 zgonów noworodków na 10 000 poród przez planowane powtórne cięcie cesarskie. Jednakże, dwa inne badania wykazały identyczne lub prawie identyczne wskaźniki śmiertelności noworodków (0,07 – 0,08 %) zarówno  przypadku planowanego powtórnego cięcia cesarskiego jak i w przypadku porodu drogami natury po cc.

Goer i Romano są optymistami w kwestii naturalnego porodu po cięciu cesarskim. Twierdzą, iż kobiety mają ogromne szanse na VBAC, jeśli otoczy się je odpowiednią opieką.

„… kobieta rodząca w środowisku o niskim poziomie stresu, otoczona przez opiekunów [lekarzy/ położne(przyp. tłum.)], którzy nie są spięci i ufają jej zdolności do urodzenia dziecka, którzy podejmują decyzje wspólnie z nią[a nie za nią (przyp.tłum.)] i którzy pomagają jej poradzić sobie z jej lękami i niepokojami, ma większe szanse na dobrze postępujący poród zakończony wydaniem na świat dziecka drogami natury niż kobieta, która czuje konieczność przybierania postawy obronnej i która jest niepewna i przestraszona.”

Autorki cytowanej książki uważają również, że poród po cięciu cesarskim nie powinien być zarezerwowany wyłącznie dla „optymalnych przypadków” [tylko jedno wcześniejsze cięcie, odpowiednia przerwa miedzy porodami, dziecko o wadze nie większej niż 4000g, itd.].

„… połowa kobiet, u których występują czynniki niesprzyjające porodowi po cesarce, i tak rodzi drogami natury. Uważamy, że próby przewidzenia porodów drogami natury po cięciu cesarskim skazane są na niepowodzenie, ponieważ zakładają, że problem leży po stronie kobiet, a nie po stronie ich opiekunów [lekarzy/położnych]. Jednak bez względu na warunki (ze strony kobiety i płodu), większość kobiet urodzi drogą pochwową, jeśli ich opiekunowie będą wierzyć w ich możliwości i odpowiednio je traktować. Uważamy, że powinno się zaprzestać ograniczania porodów po cięciu cesarskim do wyłącznie optymalnych przypadków, na rzecz przekazywania kobietom precyzyjnych informacji na temat prawdopodobieństwa porodu drogami natury w każdym indywidualnym przypadku. Kobiety, które chcą urodzić drogami natury po cięciu, powinny być do tego zachęcane, z rzadkimi wyjątkami, do których zaliczają się kobiety, które doświadczyły problemów z blizną na macicy podczas poprzedniego porodu.”

Informacje zawarte w powyższym artykule są kompilacją treści pochodzących ze strony http://www.vbac.com/2012/12/the-latest-best-evidence-on-the-safety-of-vbac/ oraz rozdziału 6 książki Optimal Care in Childbirth: The Case for a Physiologic Approach.

Rekomendacje Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego dotyczące porodu po cc

Czy możliwy jest poród po więcej niż jednym cięciu cesarskim? Czy można w jakikolwiek sposób indukować/stymulować poród po cc? Czy jest szansa na VBAC w przypadku ciąży bliźniaczej? Czy mamy z cukrzycą ciążową mogą rodzić naturalnie po cc?  A co, jeśli jest się „po terminie”? Odpowiedzi na te i inne pytanie szukamy w rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego.

1. Poród po przebytym cięciu cesarskim, jest możliwy drogami natury, gdy istnieją dogodne warunki ze strony rodzącej i płodu, a zespół prowadzący poród jest przygotowany do ciągłego monitorowania porodu i szybkiego wykonania cięcia cesarskiego w przypadku pojawiających się powikłań podczas porodu.
2. Kobiety ciężarne i rodzące po przebytym cięciu cesarskim mogą być zakwalifikowane do porodu, gdy spełnione są wszystkie procedury, a rodząca akceptuje próbę porodu drogami rodnymi i wyraża świadomą zgodę na próbę porodu drogami rodnymi, podpisaną w załączonej dokumentacji.
3. U kobiety z przebytym więcej niż jednym cięciem cesarskim można podejmować próbę porodu drogą pochwową. 
4. W karcie wypisowej ciąży i porodu należy umieścić informację o sposobie nacięcia macicy.
5. Należy dążyć do uzyskania dokumentacji lekarskiej opisującej przebieg poprzedniego cięcia cesarskiego w celu ustalenia sposobu wykonania nacięcia macicy.
6. Należy ocenić stan blizny mięśnia macicy u ciężarnych po przebytym cięciu cesarskim poprzez: wywiad – badanie podmiotowe, badanie palpacyjne dolnego odcinka macicy przez powłoki brzuszne, zastosowanie ultrasonografii w ocenie dolnego odcinka macicy.
7. Po porodzie drogami rodnymi można przeprowadzić ręczną kontrolę blizny mięśnia macicy po przebytym cięciu cesarskim.
8. W przypadku podejrzenia pęknięcia macicy wymagane jest natychmiastowe wykonanie laparotomii w celu zmniejszenia powikłań oraz zgonu matki i noworodka.
9. Podczas próby porodu drogami rodnymi, po przebytym cięciu cesarskim, należy prowadzić ciągłe elektroniczne monitorowanie czynności serca płodu.
10. Po przeanalizowaniu sytuacji położniczej możliwe jest (ostrożne) stosowanie stymulacji porodu oksytocyną. 
11. Indukcja porodu prostaglandynami PGE2 (Dinoproston) i PGE1 (Misoprostol) ze względu na zwiększone ryzyko pęknięcia macicy jest dopuszczalna wyłącznie w przypadku ciąży obumarłej.
12. Cewnik Foleya można bezpiecznie stosować w przypadku niedojrzałej do porodu szyjki macicy u kobiet planujących poród drogami rodnymi po przebytym cięciu cesarskim. 
13. Ciąża wielopłodowa nie stanowi bezwzględnego przeciwwskazania do porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim. 
14. Cukrzyca nie stanowi przeciwwskazania do podjęcia próby porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim. 
15. Makrosomia płodu jest wskazaniem do cięcia cesarskiego.
16. Poród po 40 tygodniu ciąży nie stanowi przeciwwskazania do podjęcia próby porodu drogami rodnymi u kobiet po przebytym cięciu cesarskim.

Materiał zaczerpnięty ze  strony http://pulsmedycyny.pl/2582141,72628,ciecie-cesarskie-rekomendacje-polskiego-towarzystwa-ginekologicznego. Zachęcam do zapoznania się z całością w/w artykułu. Oprócz problematyki porodu po cięciu cesarskim, poruszone są w nim zagadnienia takie jak:

– wskazania do cięcia cesarskiego,

– rodzaje cięć cesarskich,

– metody znieczulenia do cięcia cesarskiego,

– cięcie cesarskie na życzenie, bez wskazań medycznych,

– formularz świadomej zgody pacjentki na cięcie cesarskie.