7 thoughts on “Grupa Wsparcia

  1. Rodzilam dwa razy. Dwa razy przez CC, choć marzyłam i za każdym razem próbowałam porodu sn. Za pierwszym razem wody odeszły w nocy, 5 dni przed terminem, pojechaliśmy do szpitala, badanie, rozwarcie na opuszek, skurczów praktycznie nie czulam. Polezalam do rana, rano kroplówki z oksy jedna za drugą.. potworne skurcze, nie pomagało nic, prosiłam o znieczulenie i dostałam je zbyt późno. Pani anestezjolog mówiła, że chyba zdążę urodzić zanim poda. Nie urodziłam.. tętno dziecka szalało, mąż przerażony, ja próbuję skakać na piłce, koło mnie dwóch lekarzy, w tym mój prowadzący. Lekarka pyta, czy umiem przec.. taa.. bułka z masłem. Mówię, że nie zeszło znieczulenie, że nic nie czuję, nie wiem kiedy przeć. Kładą się na brzuchu, żeby ‚pomoc’ dziecku wyjść. Na próżno. Tętno szaleje coraz bardziej, a ja się tylko zastanawiam, czy urodzę zdrowe dziecko .. Mój lekarz szybko przynosi zgodę na CC, każą schodzić ze stołu,męża wypraszają. Przez cesarskie cięcie rodzi się mój wymarzony syn, dostaje 9 pkt, jest niedotleniony, ale USG główki wychodzi prawidłowo. Po wyjęciu go z brzucha słyszę ‚dobra decyzja – wiesielec..’ i słowa innych ‚cicho, cicho’. Wiem, że ze względu na owinięcie pępowina nie udałoby sie.. Po 17 godzinnym porodzie jestem wykończona, zrozpaczona, że przy pełnym rozwarciu zadecydowano o cięciu. Marzyłam o tym, żeby mąż przeciął pępowinę a moje dziecko położone na moim brzuchu. Jedyne za co dziękuję to fakt, że po wyjęciu małego z brzucha lekarz pokazał mi go nad zasłonką. Dwa tygodnie po porodzie towarzyszy mi baby blues. Wszyscy są zachwyceni małym, a ja czuję pustkę. Mam problemy z karmieniem, chociaż finalnie karmilam 16 miesięcy. Jestem tak rozbita po porodzie, że często płacze w ukryciu. Druga ciąża pojawiła się około 1,5 roku po pierwszej. Wiem, że chce próbować rodzic sn, lekarz nie widzi przeciwwskazań, chociaż obawia się, że ponownie będzie problem z rozwieraniem się szyjki. Mąż po poprzednich doświadczeniach wolałby, żeby było CC. Koniec końców w dniu terminu przychodzę do szpitala, bo tak się umówiłam z lekarzem prowadzącym. Kładą mnie na oddziale i czekamy. 4 dni po terminie balonik i robi się rozwarcie na 4cm. Idę na porodówkę, gdzie próbuje chodzić mimo bólu. A ten jest coraz większy, kładę się na chwilę odpocząć i tak już zostaje… Mam gaz, ale proszę o znieczulenie. Położna odmawia i mówi, że to zatrzyma akcje. Daje kroplówkę z paracetamolem, która jak się domyślacie nic nie daje. Bada mnie po jakimś czasie i jest 5 cm. Skurcze co 2 min, mam aparat TENS, trochę pomaga, a położna ciągle każe mi go zdejmować, nie rozumiem po co. Dla męża jest bardzo opryskliwa ‚co pan tak stoi, cały poród tak pan będzie stał? Niech pan weźmie krzeslo’, ‚jak chce pan mieć te torby w wodach płodowych to proszę je tak dalej trzymać pod lozkiem’ i inne… Po kolejnych godzinach znowu badanie i słowa położnej ‚dalej jest 5 cm, ale idzie do przodu..’ ja pękam. Boli tak, że już nie daje rady, a skurcze jak widać nie są efektywne. Boje się, bo jestem po jednym cięciu, a lekarz nie zajrzał ani razu. Położna głównie siedzi za biurkiem i się mną nie przejmuje. Mówię, że może jednak lepiej CC, skoro nie idzie. Nie walczy o mnie, wola lekarza, który mnie bada i mówi, że jest 5cm i że szkoda. Zmieniają się położne i od razu po lekarzu bada mnie inna położna, która mowi, że jest prawie 9cm. Wiem jednak, że tak nie jest, nie potrafię już współpracować, mam dość bólu i tego, że nic nie idzie do przodu, a upłynęło niemal 10 godzin. Położna jest na mnie zła ‚kreci się pani tak, że nawet ktg nie mogę zrobic’. Na cc czekam prawie dwie godz. Położna mówi ‚pania tylko boli, z dzieckiem jest ok, więc może pani czekać. Lekarze są na izbie, bo kobiety przychodzą do porodów. Jak skończą to przyjdą’. Czuje się jak zero. W końcu przychodzi miły anestezjolog, robi wywiad, znieczulenie i robią CC. Synek jest zdrowy, ja czuję się dobrze, poza bólem głowy i szybko dochodzę do siebie. Wyrzuty, że znowu się nie udało pojawiaja się teraz, że nie dałam rady, że mogłam wytrzymać, że mogłam się bardziej postarać. Pojawiają się teraz, bo żona kuzyna ma rodzic, naturalnie oczywiście. A do mnie wraca to, że nie dałam rady. Przy pierwszym synu wyjścia nie było, ale może przy drugim, jakbym jeszcze zaczekała to by się udało? Nie napisałam, że druga położna powiedziała, że trzeba było brać znieczulenie jak było można. Powiedziałam jej zgodnie z prawdą, że jej koleżanka odradzała. Mam żal do siebie, że nie zapytałam lekarze o zzo. Nie zapytałam o możliwośc podania oksytocyny, choć wiem, że po cięciu to ryzyko. Ponownie nie było mi dane przytulic dziecka po porodzie. Trudno jest mi sobie z tym poradzić. Chciałabym może kiedyś trzecie dziecko, wiem że są możliwe porody po 2cc, ale obawiam się, że znowu nie dam rady… Może gdyby większe wsparcie i zaangażowanie pierwszej położnej byłoby inaczej. Może gdybym miała możliwość znieczulenia. Ale mogłaby również rozejść się blizna a moje dzieci urodzić do brzucha. Mogłoby go nie być. Jest wiele ‚moze’, ale moje marzenia zostały pogrzebane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *